ja rozumie pewne rzeczy, ale odcinanie dopływu tlenu, walenie po pysku lub wymioty... az sie boje co będzie jak sie kiedyś obudzę. Bo choc teraz zbiera mi sie na wymioty, to czuje ze mogło by mi sie spodobać...ale póki co. jaaaa pie..ole! wracam do Dokumentu Inicjowania Projektu ;)
ps. i jak tu wchłaniać wiedze kiedy watek raz rozpoczęty jest podtrzymywany odgłosami czyjejś rozkoszy niosącymi sie po sennym letnim podwórku starej ochoty. Nawet nazwa dzielnicy jest zbieżna. nie zmienia to w tym momencie (a nawet powiedziałbym potęguje) wniosek ze jesteśmy francowatymi zwierzętami. Bez kitu. Zaczynam rozumieć swoje chwilowe obrzydzenie. Ja chce być czymś więcej (patrz. człowiekiem). Co dalej w toku myślenia kompletnie nie zmienia faktu ze człowiek zalicza sie do zwierząt wiec prędzej czy później instynkty ożyją...marność nad marnościami, a chwilowa niechęć do typu zwierzęcego pozostaje. Rodzi sie konsekwencja potrzeby medytacji :) naturalnej i jedynej właściwej drogi...lub nie :) Człowiecza dowolność wynikająca z wolnej woli znów przywołuje uśmiech na twarz :)) duuuzy uśmiech
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz