środa, 7 listopada 2012
SiemReap
Pierwsza w nocy. Wychodzisz sobie kulturalnie uzupełnić zapasy browaru i słyszysz odglos skutera uderzającego o ziemie. Odwracasz się, paczysz, leży. I ta myśl. Podejść zapytać czy wszystko ok, czy iść dalej. Nature masz łagodną i gotowa do niesienia pomocy w każdych okolicznościach (niezależnie od wszystkiego),wiec idziesz. Bład? Młody Kmer, narąbany jak szpak siłuje się z skuterem. Klapki porozrzucane na ulicy. Biała koszulka i czarne spodnie uwalone błockiem. Patrzysz w oczy, pytasz: "Sir,are you OK?" I w odpowiedzi słyszyszysz, Jes. Ale widzisz również kosmatą panikę w pijaniusieńkich oczętach. Chwile później jedziesz jego skuterem z chwiejnym pasażerem z tylu.. w miasto nocą. Fajne mają te skutery. Gładko się prowadza. Zatrzymujesz się przy pierwszym lepszym tłumie, wyhaczasz pierwsza lepsza osobę gadającą niebełkotliwym od alkoholu angielskim, i próbujesz uzyskać odpowiedz na frapujące Cie pytanie, które do tej pory pozostaje bez odpowiedzi. Jak daleko mieszka towarzysz podroży bo podróżnicza rodzina zaraz zacznie się martwic. Dowiadujesz się ze niedaleko, ze przyjaciel przejażdżki załatwi kierowce na powrót i ze nikt z nowo zapoznanego tłumu nie odwiezie go za ciebie. W sumie nie nalegasz bo sytuacja staje się interesująca. Wiec jedziesz dalej w nocną ferie barw, zapaachów, kolorów, gwaru i adrenaliny. Pasażer pokazuje gdzie jechać lub przytakuje gdy wskazujesz prosto. Ostatecznie parkujesz przy grupie młodych kmerow, a towarzysz podroży idzie po swojego chłopaka, który ogarnia sytuacje. Woła innego kolegę na skuterze, daje mu dolara i prosi by odwiózł cie do hotelu riverside gdzie wszystko się zaczęło. W międzyczasie przejeżdża najśliczniejszy skuter jaki w życiu widziałeś. Cały obwieszony kolorowymi ledami - świąteczna choinka na dwóch kolach. Opłacony kierowca zawozi cie do hotelu, wcześniej zatrzymując sie w jakiejś knajpce by dopiąć ustalonego wcześniej dealu. Five dolars for ten beers. Dochodzi do nieporozumienia bo za 5 dostajesz 5, ale kończy się ugodowo na 5 za 3. W sumie poszedł, kupił, niech coś z tego ma. Dla pewności dostaje jeszcze 500 raili i jedziemy do hotelu. Wysiadasz wcześniej (wszka noc taka młoda:) bo 5 to nie 10,dogadujesz się z wcześniej zapoznanym ojcem rodziny, i z tak uzupełnionym zapasem wracasz do swojej rodziny. Czas akcji - ok 40 min. Wrażenia - bezcenne. Faktycznie... moglem zabrać telefon. Czas wszystko wypacza :)
poniedziałek, 5 listopada 2012
riverside
Na hamaku,tyle ze nie w Bangkoku,a na dachu kmerskiego hotelu. Jaszczurki na scianach rozprawiaja sie z wiekszymi robalami. Z mniejszymi rozprawiam sie sam. Z komarami rozprawia sie mugga. Choc jeden skubany sie przedarl. Dengaaaaa:-) Druga puszka (tym razem Angkor) otwarta.Fajek za uchem. Zolta zarowka nademna. Dziewczyny dyskutuja na zewnatrz. Zaklucaja je swierszcze,silniki skuterow i tuktukow,oraz gdzies z pomieszczenia obok labamba. Pociagam lyk,wkladam fajka do ust,rzucam spojrzenie na widok z czwartego pietra na to piekne,spokojne miasto pogrozone w tropikalnym mroku. Przydala by sie sterta ksiazek i trzy miesiace do ich przeczytania w zaulkach kamiennych reliktow starozytnej kultury...moze kiedys. Musze jutro zalatwic wizytowke od jednego goscia...odpalam zapalniczke
Subskrybuj:
Posty (Atom)