poniedziałek, 30 kwietnia 2012

kwiecień

Gra o Tron właśnie doszła. Pomarańcza, grejpfrut i banan leżące po prawej stronie laptopa, uśmiechają się do mnie soczyście. Na zewnątrz, podnosząc głowę podczas spaceru, serce potrafi na chwilę się zatrzymać. Obraz wiosennej zieleni liści na tle czystego błękitu nieba, w otoczeniu słonecznej żółci budynków starego Mokotowa. Grzesiuk dwie ulice dalej i parędziesiąt lat temu, biegał tu w pieluchach. Wychodząc na poranny spacer o 8:15, w ramach przerwy po już ciężko przepracowanej godzinie piętnaście, tonąłem w rzeczywistości. Poza ciepłymi promieniami z góry, serce koją wspomnienia ostatnich dni i zarys rzeczywistości przyszłości. Easy ride on road numbere eight na foury-eight. Ten mruczący odgłos naprawdę potrafi odprężyć. Człowiek się luzuje. Zaczynam rozumieć. Zaczynam mieć potrzebę. Zostałem zarażony. Kolejny argument by się nie opierdalać. Heheh. Chwilę później zakupy sezonu. Bardzo dobre zakupy. Bardzo wytrzymałe materiały. Bardzo dobre polecenie. Wielki ogień. Hartowana stal. Pełna lodówka i syty brzuch. All day. Rozmowy współczesności. Już nie „jak ci ziemniaki tego roku obrodziły”, ale gdzie leci Twoja siostra, jako wątek rozmowy o przyszłych planach wylotu, czekając z kimś na lotnisku. Świat się zmienia. Coś się zmienia na pewno. Coś pęka. Kruszeje. Towarzyszący ci podczas spacerów pod ramie uśmiech, dokłada swoją cegiełkę do nowego gmachu. Strzeliste wieże, otwarta brama, żyzna ziemia i kiosk ruchu dwie przecznice dalej. Miejsce do którego zawsze możesz wyjść kiedy chcesz, wybrać trasę którą akurat dziś chciałbyś do niego dotrzeć, i kupić batonik Pawełek o smaku tofii oraz dwa szkiełka. Miejsce ciche, wewnętrzne, wieczne i tymczasowe. Synestezja smaków i zapachów. Twoje życie. Idę nabrać mieszanki świeżego powietrza tytoniu i paru innych składników.
ps. be f#$&^ng inspired
http://www.youtube.com/watch?v=A5mLG5tbocE&feature=player_embedded

środa, 18 kwietnia 2012

Kryzys

Tak ostatnio modne pojęcie chciałbym trochę spersonalizować i spłaszczyć do wymiaru powszechnie znanych mini kryzysów twórczych, (totalnej niemocy zrobienia czegokolwiek) przeplatających się z chwilami twórczego uniesienia (w których wszystko zaczyna po prostu wychodzić). Już na studiach, podczas pisania pracy magisterskiej (ktoś powie: dopiero?) zauważyłem prostą zależność: wystarczy przeczekać kryzys – uniesienie przyjdzie. Jednocześnie jak już przyjdzie to należy mieć świadomość że kolejnym etapem będzie kryzys. I tak ta huśtawka trwa. Hipokryzją jest myśleć że jedno lub drugie będzie trwać wiecznie. Cóż ta świadomość, to niesamowite uczucie dało mi? Cholerny spokój i podejście „po prostu jestem, robie swoje i mam w dupie resztę” (słowa resztę proszę nieuogólniać). I tak sobie trwam od czasu do czasu przypominając sobie o tej fundamentalnej i dla niektórych bardzo oczywistej i naturalnej prawdzie. Zauważyłem jednak że są ludzie którzy tego totalnie nie kumają. Samemu czasem zdarza mi się o tym zapomnieć. O ile jednak lepiej żyje się gdy pamiętamy o tym drobiazgu. Dlaczego tylko moment przełamania przychodzi u mnie przeważnie po północy ?? 22.04.2009

czwartek, 12 kwietnia 2012

prawda

W natloku informacji,koniecznosci decyzji do podjecia,oczekiwan innych i ich indywidualnosci, dochodze do wniosku ze im bardziej czlowiek pijany tym bardziej prawdziwy Pozdro ze spoznanskiego smoka

środa, 11 kwietnia 2012

słysze

uciekajacy czas
w pisku stali szyn
w szumie opon na szosie
nawet w cichym szumie wiosennego wiatru na wsi.
co moje? szopa,kino,kinex,50'',bar,wentka,plaza,grill,quad,basen,drzewa,spacery,smiech,usmiech,ogien,kielbacha,dym,wodka,spokoj i duze lozko w pokoju ruchu obok baru.

Ps.3.04.2009.... Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie. Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach. —Phil Bosmans >>>>>>>>>>>> "My one regret in life is that I am not someone else"

sobota, 7 kwietnia 2012

powiem wam w sekrecie,ze tylko wariaci są coś warci

Polacy

w Frankfurcie ludzi zajmuje sprawa budowy lepszych dojazdow do stadionu i innych obiektow kulturalnych. W Polsce polityka z tym zwiazana. Nawet kochamy inaczej. Tak sentymentalnie, z cierpieniem, troche po rosyjsku. Niezmiennie pozostajac kochajacym ojczyne obywatelem, swiadomym swej mocy sprawczej, zycze wszystkim tak swiat, jak i kazdego dnia po nich nastepujacego, przepelnianych radosna miloscia.
Pokoj!
Gi

środa, 4 kwietnia 2012

Contrast

...High Contrast :)
3.04.2009, 2:02

…albo inaczej „Total destruction once again”. Krótko mówiąc właśnie tak to wygląda, gdy przez 4 dni koledzy z Grodu Kraka wpadają do stolicy w interesach. Dzieje się dużo i intensywnie. Na tyle dużo i na tyle intensywnie, że zaczynam się zastanawiać czy to ciągle ten wszechświat i ta jaźń Jest ciężko i pracowicie w tworzeniu okazji i koordynacji imprez towarzyskich w Bazyliszku i innych spelunach, ale dajemy radę. Staramy się z wszystkich sił, aby nie zapomnieć, że w życiu im spokojniej podchodzi się do spraw wielu, tym lepszy efekt można uzyskać. Potencjalny kontrakt na bagatela 0,5 mln PLN też może się trafić na dobrej fazie z rana. Trzeba się tylko trochę wyluzować, pomodlić i poczekać. Oczywiście nieodzowne są dopalacze w stylu kawa i papierosy. Czasami coś mocniejszego. Byle by nie wyczuli. Byle stwarzać resztki pozorów, że z tobą jest wszystko ok. Jak na razie się udaje i to z całkiem dobrym efektem. Ale może to znów wytwór wybujałej jaźni. Tak czy inaczej jest zajebiście. Ludzie są coraz bardziej wyzwoleni i odpowiedzialni za swoje życie. W każdym aspekcie. Od obowiązków ojca matki po powinności związane z dostarczaniem swojej duszy regularnie pokarmu w różnej postaci. Jakiej zapytacie? Najprostszej. Krótkiej, miłej rozmowy ze znajomym. Wysłuchania kazania. Wypicia browaru w doborowym towarzystwie z szaszłykiem. Spaceru późną nocą z metra Wierzbno aż po skraje Mokotowa. Czeskiego towarzysza podróży. I jednego bardzo pozytywnego pojeba. Błogo i cudownie. Radośnie i kojąco jest kiedy duszy dostarczasz pokarmu. Czy to jest nieodpowiedzialne? A co jest? A dlaczego nie mam najpierw kochać siebie i dawać sobie tego co miłe? Może to brzmi dla niektórych jak tłumaczenie, ale czy jesteśmy w stanie ogarnąć i spróbować zrozumieć jak to dla kogoś może być ważne? Jak istotne? Że to może stanowić cząstkę pięknego świata, wewnętrznej kreacji małego chłopca, która teraz przybiera rzeczywisty wymiar. Od zrozumienia siebie jako jednostki, swoich potrzeb i celów, poprzez równoległy nieustanny szacunek do indywidualności innych, aż po ich zrozumienie. Niesamowicie realne stają się marzenia każdej maści jeżeli tylko o nich mocno myślimy. W moim przypadku zawsze marzyłem o tym by być mądrym. Po prostu, ludzko mądrym. Moim ulubionym fragmentem Starego Testamentu (jak dziś nocą wracając upodlony z imprezy stwierdziłem) jest odpowiedź Salomona Bogu na pytanie czego pragniesz. Mógł gość wybrać wszystko (wszak Bóg pytał). Poprosił o mądrość. Umiejętność zrozumienia ludzi i ich problemów wraz z darem dobrego osądu. I dostał to. Nie tyle sądził co nauczał. Podpowiadał. Sugerował alternatywy. Pokazywał, że można spróbować spojrzeć na problem z innej perspektywy. Choćby perspektywy drugiej strony. Prosta sprawa. Spróbujcie kiedyś nie osądzać. Polacy, rodacy… W każdym razie. Mądrość wynikająca ze zrozumienia ludzi była moim marzeniem od zawsze. Uparcie zgłębiałem otoczenie i dziś zobaczyłem wyraźną jaskółkę efektów. Co prawda skubana już chwilę krążyła dookoła, ale jakoś teraz dopiero spojrzałem jej w twarz. Od jakiegoś czasu coraz częściej słyszę, lub widzę w spojrzeniach ludzi, że jestem mądry. I choć to z gruba przesadzona sprawa jest, bo do Salomona to jeszcze kawałek (człowiek upada zbyt często), to jednak jaskółka mówi mi „Chyba jest nadzieja, że robisz coś dobrego”. Chciałbym. Jednocześnie chciałbym częściej wychodzić na imprezy w stylu Drum & Basssse. Chciałbym kiedyś trafić na jakąś na której puszczą High contrast.