poniedziałek, 30 maja 2011

Rower

Przygotowuję się właśnie na spotkanie w Orlenie, zastanawiając się raz jeszcze po co to wszystko, gdy wtem zza otwartego okna słyszę przechodzące dzieciaki:
- Dziewczynka (spokojnym acz dumnym tonem): "a ja mam najdroższy rower w klasie"
- Chłopczyk (wzburzony, bełkoczaco-kipiący): "najdroższy??!! Ty byś widziała ile kosztuje rower mojego brata lub ojca"
- Dziewczynka, niezmiennie tym samym tonem: "ale ja mówię o klasie".
I odwieczne pytanie - gdzie "być"? Albo lepsze - "jak utrzymać balans". Bo mieć też chce. Będąc. So, show me the money! Choć głęboki smutek powodują takie teksty. Tak jak puste kapliczki w których już nikt nie chwali łąk umajonych. Świat się zmienia? Zatraca? Mi wydaje się pulsuje...a my durni czujemy się tacy ważni. Niech tam będzie. Ale koniec z włażeniem na moje podwórko. Nikt nie szanuje posadzonych tam róż. Zamykam się więc na spusty czy i ruszam w podróż. Rowerem kupionym prawie dekadę temu za kosmiczne 500 PLN. A gdy znów wrócę już nie zapomnę odezwać się i upomnieć. Lubię swój ogródek i rosnące w nim róże. Są moje.

niedziela, 22 maja 2011

Hipokryzja

Poranne oczyszczenie z nutką edukacji w swerze pokory. Oj trochę mnie kosztowało by nie wybuchnąć w kratki konfesjonału tekstem „chyba cię popierd…”, ale uznałem to za szczyt hipokryzji spowiadać się z przejawów pychy i jednocześnie nie wysłuchać do końca co ktoś kompletnie nieznający sytuacji ma do powiedzenia. W sumie sam o to prosiłem. Bardzo ciekawe doświadczenie. Subiektywność bywa jednak też inspirująca. Zresztą, co jest obiektywne?
Rzecz druga: uczyć efektywności tracąc zbyt dużo czasu na przygotowanie materiałów. Ja rozumie że szewc bez butów chodzi ale trzeba wdrożyć standaryzację procesów…i ograniczyć ilość pomysłów na sekundę.
Na koniec ukłucie i wniosek. Prowokujesz sytuacje, zastanawiasz się co będzie w przypadku A i B. Wychodzi jeden z nich i Twoja reakcja znów Cię zaskakuje. Po pierwsze ukłucie szybko znika rozproszone logicznym rozumowanie (a jednak da się;) Po drugie próbujesz zinterpretować sytuację i wyciągnąć wnioski, ale jedyny rzeczowy który możesz wyciągnąć to nie wyciągać wniosków. Po trzecie uśmiechasz się bo po raz kolejny bo przekonujesz się że jednak można. Tak się zmienić, jak i nauczyć. Fajna sprawa, choć ukłucie znowuż zahaczyło o hipokryzję. Konkluzja ostatnich dni jest parafrazą dr Housa: „wszyscy jesteśmy małymi hipokrytami”. Osobista: źle chyba nie jest bo poza uczuciami liczą się czyny. Co nie oznacza że nie warto się doskonalić. Warto. No i żyć. Więc idę przywitać słońce i rozruszać kości.
ps.Wikipedia mówi: Hipokryzja: zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych.
Niestety mówi też że Hipokryzja jest stałą cechą ludzkich społeczeństw. Wynika ona z jednej strony z konfliktu między indywidualnym interesem poszczególnych osób i normami moralnymi panującymi w danym społeczeństwie, a z drugiej strony z konfliktu między normami obyczajowymi i moralnymi.
Cholernie długa i ciężka droga do tej doskonałości moralnej.
22:23 ...masakra ile można niepostrzeżenie zjeść słonecznika wieczorem
23:40 ... no i zajebiii jest jak nie ma nikogo w domu. Tak, jednak bywam pustelnikiem

sobota, 21 maja 2011

transform

Poranne sobotnie śniadanko - jak trzeba. Jak też trzeba w sobotę rano - wyprawa do pracy: dzień poukładania i planowania. Czas działania. Kwintesencją jednak była 2,5godzinna odnowa biologiczna, albo regeneracja mięśni. Czyli Kafarska siłka nieopodal (coś tam spróbowałem pomachać), basen (spróbowałem się nie utopić zmęczony siłką) i sauna. Generalnie kartę perfidnie wypowiedziałem więc trzeba ja na maxa wykorzystać. Regeneracja jak się patrzy. No i ta myśl po wyjściu. Ty nie masz szkoły. Ja mam puste mieszkanie. Bezsensem jest że nie może do niczego dojść. Ale rozumiem. Co nie oznacza że nie mogę tego na głos powiedzieć. Mogę. Więc mówię. Wariant pośredni: to choć sie spotkajmy na Woodym Alenie. Dobrze jest móc się do kogoś odezwać. Końcówka kulturalna: wiadomości. Otępienie mija - zaczynam bardziej lubić ten stan od otępienia które przecież też tak kocham. Paranoja jakaś. Cieszy oddech lata na plecach. Pierwszy spacer w którym stopy mogły nacieszyć się świeżością dnia na równi ze mną - z OSiRu wybiegłem z butami w rękach. Czas zmian nadchodzi. Czuję to w kościach. Znowu. Czas transformacji. Kolejnych. Yeah! A do tego wszystkiego ten nowy trailer Transformersów. Coś z dziecka na zawsze w facetach zostaje. Oglądnąłem go 3 razy. So, i go change myself. Again…a może: still changing…albo najlepiej: changeling ;]

piątek, 20 maja 2011

1529

1529tego notowania listy przebojow programu trzeciego odsluchalem na laweczce w parku szczesliwickim. Dzien dobiega konca. Dziwna pustka w glowie pezesladujaca mnie od jakiegos czasu, ale i powoli odradzajacy sie spokoj podszyty wspomnieniami. Pamietam jak sluchalem tysiecznej listy wracajac autobusem z liceum, tuz przed matura. Masakra. piekne jest stalosc tego programu. monumentalna stlosc. Dobrze ze Niedzwiedz wocil. Niektore rzeczy chyba musza byc stale.
kurcze...znow nie chce mi sie ruszac :)p
(po chwili spokojnej zadumy)
nooo dooobra - ide pobiegac :)
ps. a pisalem ze wczoraj kupilem motor?
na dzis polecam
 people get ready eva cassidy