poniedziałek, 17 grudnia 2012

żywioł

the City. Ktoś szyje barana, a ja czytam i czuje. Życie, tętno, krew, pożar gorąca, mistycyzm, uniesienie, odraza, obawa, pewność, szacunek, pogarda, szarość i feria barw. Feria barw obezwładniająca w przepychu przeważa. Kontrast i jedność. Jasność i mrok. Powaga i żart. Gniew, rozterka i szczerość z uśmiechem. Ciąg przyczynowo skutkowy. Logika i absurd połączony z chaosem. Spokój, piękno, równowaga, różnice, ryba, prostytutka, krab, brud, ulica, alkohol, zagubienie. Wszystko. Bangkok. Jestem tam. Wracam tam. A chwilowo: zinnejbeczki.wordpress.com


środa, 7 listopada 2012

SiemReap

Pierwsza w nocy. Wychodzisz sobie kulturalnie uzupełnić zapasy browaru i słyszysz odglos skutera uderzającego o ziemie. Odwracasz się, paczysz, leży. I ta myśl. Podejść zapytać czy wszystko ok, czy iść dalej. Nature masz łagodną i gotowa do niesienia pomocy w każdych okolicznościach (niezależnie od wszystkiego),wiec idziesz. Bład? Młody Kmer, narąbany jak szpak siłuje się z skuterem. Klapki porozrzucane na ulicy. Biała koszulka i czarne spodnie uwalone błockiem. Patrzysz w oczy, pytasz: "Sir,are you OK?" I w odpowiedzi słyszyszysz, Jes. Ale widzisz również kosmatą panikę w pijaniusieńkich oczętach. Chwile później jedziesz jego skuterem z chwiejnym pasażerem z tylu.. w miasto nocą. Fajne mają te skutery. Gładko się prowadza. Zatrzymujesz się przy pierwszym lepszym tłumie, wyhaczasz pierwsza lepsza osobę gadającą niebełkotliwym od alkoholu angielskim, i próbujesz uzyskać odpowiedz na frapujące Cie pytanie, które do tej pory pozostaje bez odpowiedzi. Jak daleko mieszka towarzysz podroży bo podróżnicza rodzina zaraz zacznie się martwic. Dowiadujesz się ze niedaleko, ze przyjaciel przejażdżki załatwi kierowce na powrót i ze nikt z nowo zapoznanego tłumu nie odwiezie go za ciebie. W sumie nie nalegasz bo sytuacja staje się interesująca. Wiec jedziesz dalej w nocną ferie barw, zapaachów, kolorów, gwaru i adrenaliny. Pasażer pokazuje gdzie jechać lub przytakuje gdy wskazujesz prosto. Ostatecznie parkujesz przy grupie młodych kmerow, a towarzysz podroży idzie po swojego chłopaka, który ogarnia sytuacje. Woła innego kolegę na skuterze, daje mu dolara i prosi by odwiózł cie do hotelu riverside gdzie wszystko się zaczęło. W międzyczasie przejeżdża najśliczniejszy skuter jaki w życiu widziałeś. Cały obwieszony kolorowymi ledami - świąteczna choinka na dwóch kolach. Opłacony kierowca zawozi cie do hotelu, wcześniej zatrzymując sie w jakiejś knajpce by dopiąć ustalonego wcześniej dealu. Five dolars for ten beers. Dochodzi do nieporozumienia bo za 5 dostajesz 5, ale kończy się ugodowo na 5 za 3. W sumie poszedł, kupił, niech coś z tego ma. Dla pewności dostaje jeszcze 500 raili i jedziemy do hotelu. Wysiadasz wcześniej (wszka noc taka młoda:) bo 5 to nie 10,dogadujesz się z wcześniej zapoznanym ojcem rodziny, i z tak uzupełnionym zapasem wracasz do swojej rodziny. Czas akcji - ok 40 min. Wrażenia - bezcenne. Faktycznie... moglem zabrać telefon. Czas wszystko wypacza :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

riverside

Na hamaku,tyle ze nie w Bangkoku,a na dachu kmerskiego hotelu. Jaszczurki na scianach rozprawiaja sie z wiekszymi robalami. Z mniejszymi rozprawiam sie sam. Z komarami rozprawia sie mugga. Choc jeden skubany sie przedarl. Dengaaaaa:-) Druga puszka (tym razem Angkor) otwarta.Fajek za uchem. Zolta zarowka nademna. Dziewczyny dyskutuja na zewnatrz. Zaklucaja je swierszcze,silniki skuterow i tuktukow,oraz gdzies z pomieszczenia obok labamba. Pociagam lyk,wkladam fajka do ust,rzucam spojrzenie na widok z czwartego pietra na to piekne,spokojne miasto pogrozone w tropikalnym mroku. Przydala by sie sterta ksiazek i trzy miesiace do ich przeczytania w zaulkach kamiennych reliktow starozytnej kultury...moze kiedys. Musze jutro zalatwic wizytowke od jednego goscia...odpalam zapalniczke

niedziela, 21 października 2012

Misja

1. wątpliwości przerobić na pytania
2. problemy na misje do wykonania
3. kontynuować życie bez umierania

czwartek, 13 września 2012

środa, 5 września 2012

wszystkim

W natłoku spraw, zatrzymuje sie na chwilę i rozglądam. Moje obserwacje przywodzą pewne wspomnienie rozmowy z Tonnym. Niezmiennie prawdziwe stwierdzenie. Absolutnie WSZYSTKIM rządzą dwie rzeczy: strach lub miłość. Co jedno lub drugie Wam akualnie daje? Co jedno lub drugie może wam dawać w przszlości? Gdzie maja swoje korzenie? Ktore wybieracie? Czy macie wogóle możliwość wyboru?

środa, 29 sierpnia 2012

zrozumienie

skąd masz (mam) wiedzieć że coś jest jezeli tego się nie powie

to dziwne że jednak wiedząc to nieodmiennie spodziewamy się ze ludzie wiedzieć jednak będą

no i ta deszczowa piosenka :)

czwartek, 12 lipca 2012

WORD

Moralizatorskie oczywistosci z kursu redukujacego liczbe punktow karnych.
1. Agresja rodzi agresje (a spokoj spokoj)
2. Czujemy sie lepsi gdy udowodnimy swoja sile
3. Do wybuchu wystarczy iskra, pozar gasi sie trudniej
4. Moralizatorzy i "nauczyciele" tez tworza zagrozenie
...tyle w przerwie meczu. teraz na moja prosbe blok tematyczny poswiecony narkoytykom

czwartek, 5 lipca 2012

epizody

Ktoś, gdzieś, kiedyś, widziałem przelotem, pisał o epizodach tworzących życie, które oby nie stało się epizodem. Uśmiechałem się czytając, na wspomnienie swoich myśli z przed niedawna. Zbieżnych myśli. Inspiracje trwają i nieustannie mnie dotykają. Otoczenie nie pozwala zapominać. Dobrze. Płatki smakują wybornie o tej porze. Kawa zaczyna pachnąć. Portfel, klucze, komórka i identyfikator walają się na biurku prosząc by je schować. Podobnie jak butelka wody na popołudniowy basen. Ta woła o schowanie do lodówki. Dobry pomysł. Poranna droga do pracy, pięknymi szerokimi polskimi drogami, zaskoczyła pozytywnymi myślami o epizodach. I choć droga, butelka, portfel to fragmenty epizodu, jednak tak w tych szczegółach jak i w wszystkich historycznych epizodoprojektach zaczynam dostrzegać głęboki sens. A tego właśnie potrzebuję. To może ja skończę płatki i pozmywam okna. Kolega słusznie zwrócił uwagę że paskudne są. A później wezmę się do sensownej pracy.

piątek, 25 maja 2012

ignorance

is bliss


Bez kitu :)
Ale ja dalej wole wiedzieć.
Nie chce żyć w matrixie.
Wolę mieć świadmość.
I utrzymać ten spokój.
Ten pieprzny Zennn.
Amen

czwartek, 17 maja 2012

rozwój

Opór przed zrozumieniem swoich braków to ograniczanie sobie możliwości ich uzupełnienia

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

kwiecień

Gra o Tron właśnie doszła. Pomarańcza, grejpfrut i banan leżące po prawej stronie laptopa, uśmiechają się do mnie soczyście. Na zewnątrz, podnosząc głowę podczas spaceru, serce potrafi na chwilę się zatrzymać. Obraz wiosennej zieleni liści na tle czystego błękitu nieba, w otoczeniu słonecznej żółci budynków starego Mokotowa. Grzesiuk dwie ulice dalej i parędziesiąt lat temu, biegał tu w pieluchach. Wychodząc na poranny spacer o 8:15, w ramach przerwy po już ciężko przepracowanej godzinie piętnaście, tonąłem w rzeczywistości. Poza ciepłymi promieniami z góry, serce koją wspomnienia ostatnich dni i zarys rzeczywistości przyszłości. Easy ride on road numbere eight na foury-eight. Ten mruczący odgłos naprawdę potrafi odprężyć. Człowiek się luzuje. Zaczynam rozumieć. Zaczynam mieć potrzebę. Zostałem zarażony. Kolejny argument by się nie opierdalać. Heheh. Chwilę później zakupy sezonu. Bardzo dobre zakupy. Bardzo wytrzymałe materiały. Bardzo dobre polecenie. Wielki ogień. Hartowana stal. Pełna lodówka i syty brzuch. All day. Rozmowy współczesności. Już nie „jak ci ziemniaki tego roku obrodziły”, ale gdzie leci Twoja siostra, jako wątek rozmowy o przyszłych planach wylotu, czekając z kimś na lotnisku. Świat się zmienia. Coś się zmienia na pewno. Coś pęka. Kruszeje. Towarzyszący ci podczas spacerów pod ramie uśmiech, dokłada swoją cegiełkę do nowego gmachu. Strzeliste wieże, otwarta brama, żyzna ziemia i kiosk ruchu dwie przecznice dalej. Miejsce do którego zawsze możesz wyjść kiedy chcesz, wybrać trasę którą akurat dziś chciałbyś do niego dotrzeć, i kupić batonik Pawełek o smaku tofii oraz dwa szkiełka. Miejsce ciche, wewnętrzne, wieczne i tymczasowe. Synestezja smaków i zapachów. Twoje życie. Idę nabrać mieszanki świeżego powietrza tytoniu i paru innych składników.
ps. be f#$&^ng inspired
http://www.youtube.com/watch?v=A5mLG5tbocE&feature=player_embedded

środa, 18 kwietnia 2012

Kryzys

Tak ostatnio modne pojęcie chciałbym trochę spersonalizować i spłaszczyć do wymiaru powszechnie znanych mini kryzysów twórczych, (totalnej niemocy zrobienia czegokolwiek) przeplatających się z chwilami twórczego uniesienia (w których wszystko zaczyna po prostu wychodzić). Już na studiach, podczas pisania pracy magisterskiej (ktoś powie: dopiero?) zauważyłem prostą zależność: wystarczy przeczekać kryzys – uniesienie przyjdzie. Jednocześnie jak już przyjdzie to należy mieć świadomość że kolejnym etapem będzie kryzys. I tak ta huśtawka trwa. Hipokryzją jest myśleć że jedno lub drugie będzie trwać wiecznie. Cóż ta świadomość, to niesamowite uczucie dało mi? Cholerny spokój i podejście „po prostu jestem, robie swoje i mam w dupie resztę” (słowa resztę proszę nieuogólniać). I tak sobie trwam od czasu do czasu przypominając sobie o tej fundamentalnej i dla niektórych bardzo oczywistej i naturalnej prawdzie. Zauważyłem jednak że są ludzie którzy tego totalnie nie kumają. Samemu czasem zdarza mi się o tym zapomnieć. O ile jednak lepiej żyje się gdy pamiętamy o tym drobiazgu. Dlaczego tylko moment przełamania przychodzi u mnie przeważnie po północy ?? 22.04.2009

czwartek, 12 kwietnia 2012

prawda

W natloku informacji,koniecznosci decyzji do podjecia,oczekiwan innych i ich indywidualnosci, dochodze do wniosku ze im bardziej czlowiek pijany tym bardziej prawdziwy Pozdro ze spoznanskiego smoka

środa, 11 kwietnia 2012

słysze

uciekajacy czas
w pisku stali szyn
w szumie opon na szosie
nawet w cichym szumie wiosennego wiatru na wsi.
co moje? szopa,kino,kinex,50'',bar,wentka,plaza,grill,quad,basen,drzewa,spacery,smiech,usmiech,ogien,kielbacha,dym,wodka,spokoj i duze lozko w pokoju ruchu obok baru.

Ps.3.04.2009.... Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie. Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach. —Phil Bosmans >>>>>>>>>>>> "My one regret in life is that I am not someone else"

sobota, 7 kwietnia 2012

powiem wam w sekrecie,ze tylko wariaci są coś warci

Polacy

w Frankfurcie ludzi zajmuje sprawa budowy lepszych dojazdow do stadionu i innych obiektow kulturalnych. W Polsce polityka z tym zwiazana. Nawet kochamy inaczej. Tak sentymentalnie, z cierpieniem, troche po rosyjsku. Niezmiennie pozostajac kochajacym ojczyne obywatelem, swiadomym swej mocy sprawczej, zycze wszystkim tak swiat, jak i kazdego dnia po nich nastepujacego, przepelnianych radosna miloscia.
Pokoj!
Gi

środa, 4 kwietnia 2012

Contrast

...High Contrast :)
3.04.2009, 2:02

…albo inaczej „Total destruction once again”. Krótko mówiąc właśnie tak to wygląda, gdy przez 4 dni koledzy z Grodu Kraka wpadają do stolicy w interesach. Dzieje się dużo i intensywnie. Na tyle dużo i na tyle intensywnie, że zaczynam się zastanawiać czy to ciągle ten wszechświat i ta jaźń Jest ciężko i pracowicie w tworzeniu okazji i koordynacji imprez towarzyskich w Bazyliszku i innych spelunach, ale dajemy radę. Staramy się z wszystkich sił, aby nie zapomnieć, że w życiu im spokojniej podchodzi się do spraw wielu, tym lepszy efekt można uzyskać. Potencjalny kontrakt na bagatela 0,5 mln PLN też może się trafić na dobrej fazie z rana. Trzeba się tylko trochę wyluzować, pomodlić i poczekać. Oczywiście nieodzowne są dopalacze w stylu kawa i papierosy. Czasami coś mocniejszego. Byle by nie wyczuli. Byle stwarzać resztki pozorów, że z tobą jest wszystko ok. Jak na razie się udaje i to z całkiem dobrym efektem. Ale może to znów wytwór wybujałej jaźni. Tak czy inaczej jest zajebiście. Ludzie są coraz bardziej wyzwoleni i odpowiedzialni za swoje życie. W każdym aspekcie. Od obowiązków ojca matki po powinności związane z dostarczaniem swojej duszy regularnie pokarmu w różnej postaci. Jakiej zapytacie? Najprostszej. Krótkiej, miłej rozmowy ze znajomym. Wysłuchania kazania. Wypicia browaru w doborowym towarzystwie z szaszłykiem. Spaceru późną nocą z metra Wierzbno aż po skraje Mokotowa. Czeskiego towarzysza podróży. I jednego bardzo pozytywnego pojeba. Błogo i cudownie. Radośnie i kojąco jest kiedy duszy dostarczasz pokarmu. Czy to jest nieodpowiedzialne? A co jest? A dlaczego nie mam najpierw kochać siebie i dawać sobie tego co miłe? Może to brzmi dla niektórych jak tłumaczenie, ale czy jesteśmy w stanie ogarnąć i spróbować zrozumieć jak to dla kogoś może być ważne? Jak istotne? Że to może stanowić cząstkę pięknego świata, wewnętrznej kreacji małego chłopca, która teraz przybiera rzeczywisty wymiar. Od zrozumienia siebie jako jednostki, swoich potrzeb i celów, poprzez równoległy nieustanny szacunek do indywidualności innych, aż po ich zrozumienie. Niesamowicie realne stają się marzenia każdej maści jeżeli tylko o nich mocno myślimy. W moim przypadku zawsze marzyłem o tym by być mądrym. Po prostu, ludzko mądrym. Moim ulubionym fragmentem Starego Testamentu (jak dziś nocą wracając upodlony z imprezy stwierdziłem) jest odpowiedź Salomona Bogu na pytanie czego pragniesz. Mógł gość wybrać wszystko (wszak Bóg pytał). Poprosił o mądrość. Umiejętność zrozumienia ludzi i ich problemów wraz z darem dobrego osądu. I dostał to. Nie tyle sądził co nauczał. Podpowiadał. Sugerował alternatywy. Pokazywał, że można spróbować spojrzeć na problem z innej perspektywy. Choćby perspektywy drugiej strony. Prosta sprawa. Spróbujcie kiedyś nie osądzać. Polacy, rodacy… W każdym razie. Mądrość wynikająca ze zrozumienia ludzi była moim marzeniem od zawsze. Uparcie zgłębiałem otoczenie i dziś zobaczyłem wyraźną jaskółkę efektów. Co prawda skubana już chwilę krążyła dookoła, ale jakoś teraz dopiero spojrzałem jej w twarz. Od jakiegoś czasu coraz częściej słyszę, lub widzę w spojrzeniach ludzi, że jestem mądry. I choć to z gruba przesadzona sprawa jest, bo do Salomona to jeszcze kawałek (człowiek upada zbyt często), to jednak jaskółka mówi mi „Chyba jest nadzieja, że robisz coś dobrego”. Chciałbym. Jednocześnie chciałbym częściej wychodzić na imprezy w stylu Drum & Basssse. Chciałbym kiedyś trafić na jakąś na której puszczą High contrast.

sobota, 31 marca 2012

kochaj

...i rób co chcesz.
Żyjemy. I że to jest ważne.
Jesteśmy odpowiedzialni za siebie. Ale jesteśmy odpowiedzialni także za ludzi dookoła.
Ni mniej ni więcej. Balans.
Jedno i drugie.
Ja i świat.
Chyba właśnie o to chodzi.
A widok płaczacej pasażerki w aucie na pasach pod McDonaldem na Świętokrzyskiej przed kołami którego leży przykryta kocem staruszka z głową podpartą torbą z zakupami niech wyryje się głęboko.
Kochaj i rób co chcesz

ps. 30.03.2009 19:17

Pierwsze koty za płoty. Pierwsza runda koszykówki pod blokiem za mną. Pierwsza od bardzo bardzo dawna. Co prawda góra z 15 minut, nie mam oddechu, czuje wszystkie mięśnie i trochę wiruje w głowie ale jest zajebiiiiście! naprawdę czuję że żyje. Nigdy nie jest za późno  na zmiany. Jeszcze tylko parę stopni na termometrze i będę mógł chodzić do pracy spacerem. Bagatela 5 km w połowie przez park. Dziś poczułem wiosnę po raz drugi tego roku. Ostatnio było o 2:00, a w zasadzie o 3:00 (bo była zmiana czasu) po tym jak wybrałem się na krótki spacer celem przewietrzenia. Cóż jak się z półgodzinnej drzemki robi 6 godzin i budzisz się przed północą to potem Cię nosi. Nie macie tak? hmmm, dziwne.
W każdym razie. Żyjemy ! ...i dziś chyba będzie pierwszy prawdziwy dzień bez fajki tego roku. Ciekawe jak wyglądają moje płuca. Pewnie nie za ciekawie. Jazda na krawędzi powoduje pewne straty. Głupota? Może. Ale moja. Walcie się więc wszyscy który macie coś do tego. Oczywiście poza tymi którzy się o mnie martwią. Dla tych będę bardziej wyrozumiały.
Żyje i mam się dobrze. Żyję i żyła będę. Będę grał w kosza i będę spacerował do pracy. Na pohybel biurku, na pohybel samochodu. Cholera, na pohybel wszystkim zastałym zwiotczałym menadżerom. Żyje i choćby mi wszystko zabrali żył będę. Jezu dzięki za ten cud stworzenia. I za wolną wolę. O tak, za to zawsze będę dziękował.
Żyje.

piątek, 30 marca 2012

protesty

...pada grad
...cała Gagarina zastawiona autobusami związkowców ...krzyki za oknem ...kuzwa...ile oni na to paliwo wydali i ile czasu stracili (ile mocy produkcyjnych nie do odzyskania :) ...no ale.. orlen się cieszy, interes się kręci, związkowcy orlenu mają pracę...ciekawe czy któryś z nich patrzy na to w ten sposób...nie żebym był bardzo anty prostestom...demokracja, możliwość walki o swoje prawa społeczne itd. popieram!  tylko strasznie drą ryja :) pozatym jeszcze bardziej popieram robotę i rozwój gospodarczy :) no a juz najbardziej popieram życie :) życie jest fajne :) ..i znowu ten TomTom z 1mln$hotel: "life is perfect, life is the best! full of beauty, magic, oportunity and television" ...co prawda without television about 3 lata, ale filmy nawet na pomarańczowej ścianie som

sobota, 17 marca 2012

laweczkam

...w parku przy pekinskiej fontannie od strony teatru lalka. prawiewiosenne promienie zacznynaja przyjemnie topic moje spodnie. druga kanapka z serem i jakims miesem oraz bidna chuda zmasakrowana wczorajsza gora zakupow pietruszka smakuje wybornie. zalewam ja zimna pepsi z puszki. i siedze. napawam sie rzczywistoscia. zyciem. ludzmi. spiewem ptakow. spokoj i rownowaga. pieprzony zen :) cudowny zen. odnajduje w tym wszystkim siebie. nowego siebie. wartosciowszego? zobaczymy. chcialbym. na pewno spokojniejszego i szczesliwego. to slonce jest mega zajebiste. mocne i delikatne zarazem. topi ale i powoli. delikatnie rozgrzewa. nie moge doczekac az sie zazieleni. wiatru we wlosach. ksiazek wsrod zieleni. czas zmian. czas zyc. czas usmiechu. zlota 44 rosnie w oczach. powoli okrywa sie szklana szata. z 12pietra widac ze rosnie jej juz tez konkurencja na ulicy twardej. ciekawe. i juz nie chce sie dywacowac, analizowac, kombinowac. wiosenne slonce wytapia to z glowy. czas dokonczyc bule. wystukac esemesa. zapalic davidoffa...zapomnialem jak lubie te fajki. g

środa, 14 marca 2012

przystanek


samochodzik leczy sie u mechaników (na szczęście tylko badania okresowe...ale może przestanie wreszcie piszczeć). Dziś wiec przypominam sobie jak to bywało na studiach w autobusach miejskich. Lubię autobusy miejskie. No chyba ze ten o 7:24 przybywa o 7:23. Zapomniałem jak mieszane uczucia wywołuje widok nr linii (w tym wypadku167) z50m od miejsca aktualnego pobytu. A że 50m to niby nie dystans, wszystko wydawało by się ok...gdyby nie to ze stoję na przejściu dla pieszych, a 50m zawiera m.in. dystans dzielący 2x3 pasy ruchliwej grójeckiej. Fucking shit. Mój spokój mnie dziwi. Choć nie aż tak. No bo raz że ze zawsze robię bufory i zakładam, że jak nie zdążę to następnym spóźnię się do pracy tylko max 5min. Pyzatym myślę cały czas o nowej paczce linkow. ..i czymś do picia. A w ogóle to jakiś jestem ostatnio taki wyluzowany J No więc wchodzę do sklepu. Kupuję drożdżówkę, Kubusia, liniki...aaaa, to jeszcze chusteczki poproszę...no i może jeszcze holsa (w nocy mało nie zszedłem z powodu kaszlu....hols może mało tu pomoże ale przynajmniej górnym drogom oddechowym zapewni dodatkową przepustowość...swoją droga gdyby ktoś w nocy schodził na kaszel polecam zjeść trochę miodu...oblepia gardło jak balsam...niestety orofar i tamtumverde leży w pudle zaklejonym taśmą... nie chciało otwierać, ale miód okazał się dobrą alternatywą). No więc kończę zakupy, wychodzę ze sklepu, okablowuje swoje ciało (cza doprowadzić muzykę z lewej ręki do obu uszu wykorzystując rękaw), rozpakowuję drożdżówkę, wbijam w nią zęby i co?... zajeżdża 167 10 min przed czasem...hmmm...znaczy się tamten był mega spóźniony. Ten zresztą też .. hehehe...a ja tam znów się uśmiecham. No bo po co się stresować? Banały bywają bardzo sugestywne. Wszystko się zawsze układa :) Prędzej czy później. Pozostając spokojnym (nie mylić z biernym) obserwatorem swojego życia, z Mokotowa, pozdrawiam. Tak wszystkich spokojnych zrównoważonych tych którzy ciągle szukają, lub chwilowo są w tej ciężkiej sytuacji życia zwaną czarną dupą. Po każdej burzy przychodzi słońce. Słońce też często zachodzi chmurami, które później przemijają. Over and over again

wtorek, 13 marca 2012

Pytania

Dlaczego ludzie ciągle czegoś oczekują od innych. Określonych zachowań, wdzięczności, dziwnie pojętej kultury,  dlaczego nie ma u nas kultury wolności tylko zawsze wszystko musi wypadać i być na miejscu i w ogóle oh i ah mimo, że wielu rzeczy nie obejmują ogólne zasady dobrej kultury, a jedynie co się komu wydaje.
Męczy mnie to strasznie i mam dosyć słuchania o tym co wypada, a czego nie. Czy to naprawde istotne czy ktoś na ślub założył kapelusz, a na pogrzeb zielony szalik, czy to ma znaczenie że sąsiad nie przyszedł z flaszką mimo, że pomogliśmy komuś coś załatwić dając namiar do tego sąsiada, a on nie daj boże coś na tym zarobił - i cham i prostak nie podziękował, a zarobił dzięki nam!
Nie chce.


hmmm.
Balkonowy temat rzeka.
Czas zmienić perspektywę?
Chcę.

poniedziałek, 12 marca 2012

wtorek, 6 marca 2012

Nawyk

...mam taki dziwny ze po kazdej imprezie firmowej koncze jako ostatni...WTF? z Bukoviny przy -15 o 4tjnad ranem pozdro
G!

środa, 29 lutego 2012

Wicher

Kolejny film. Było kiedyś „Przeminęło z wiatrem”. Były też „Wichry namiętności”. Ostatnio oglądam dokumentalny „Wicher zmian”. Najpierw pojawia się świadomość. Poczucie nadchodzącego. Nadchodzących zmian. Uśmiechamy się. Lubimy zmiany. Spodziewamy się letniego tchnienia, bo jest miłe. Zapominamy o istocie prawdziwego wichru. Nagle pojawia się pierwszy podmuch. Wieje jak cholera. Ludzie zaczynają ganiać chaotycznie dookoła. Krzyczeć. Ratować co się da. Czasami zmykają się w piwnicach by przetrwać nawałnice. Są też tacy którzy stoją „in front off” krzycząc „to wszystko na co Cię stać?”, z dzikim ogniem w oczach i uśmiechem na twarzy. Ci są nieźle popierdzieleni.

Sama Wichura. Co o niej? Wieje J Przychodzi w kilku podmuchach. Nigdy nie wiadomo w ilu, w jakiej sile, i jak długo będzie wiało. Im dłużej i mocniej tym większe zmiany w krajobrazie i poważniejsze spustoszenia. I pytanie za 100pkt. Czy im większy „damage” tym gorzej? Bo pojawia się teza że nie. Że właśnie tu jest całe piękno Wichru Zmian. Dobry wicher potrafi przetestować fundamenty i konstrukcje domów. Te słabe pójdą w piguły. Niektóre konstrukcje naruszy. I dobrze. Lepiej wcześniej sygnał ostrzegawczy że coś jest nie tak, i szansa na podjęcie środków zaradczych niż którejś spokojnej nocy obudzić się z sufitem (lub całym piętrem) na głowie. Tu taka dygresja, przypomina mi się historia o pewnego typu kornikach, które jak się zapędzą w wierceniu to zdążyć się może, iz tunelik im się zawali na łeb. Są też konstrukcje odporne. Budowane z specjalnych materiałów, rozważnie, powoli, z uwzględnieniem doświadczeń. Mieszkańcy tych śmieją się z wichury popijając kawę w salonie. Czasami spoglądając z uśmiechem na poranione dłonie i wspominając jak kiedyś sami musieli przeczesywać gruzy. Nie mieli wtedy jeszcze doświadczeń z wichurą. Teraz mają i dzięki temu mogą sobie spokojnie siedzieć w swojej twierdzy.

Co jeszcze o wichurach, poza tym że są świetnymi testerami konstrukcji? Potrafią oczyścić teren z niepotrzebnych narośli. Wyrwać parę drzew. Przenieść parę samochodów. Generalnie wyrównać teren pod przyszły plac budowy. Krótko mówiąc sodoma i gomora. Wiatr czyściciel. Bo ważne jest to co przetrwa. Ważne kto przetrwa. I ważne co powstanie na nowym gruncie. Pola mamy w ch.. yyy, duże przestrzenie. Ważne jest to co po. Po zakończeniu burzy. Ważna jest budowa. Jak odbudowa stolicy po wojnie. Zdjęcia ludzi sprzątających gruzy. Ramię w ramię. Zjednoczeni. Silni. Uśmiechnięci. Połączeni ideą. A przecież każdy z nich tyle stracił. A jednak. Ramię w ramię, nawzajem siebie wspierać. Rodzimy się by żyć. Żyjemy by umierać.

Oczywiście jak z wszystkim chodzi o balans. Słaby wicher nic nie jest wart, bo mało zmienia. W przypadku za mocnego Tornado (jak w „Tornado”J ), można spodziewać się ofiar w ludziach. I mimo tego że nawet w tym wypadku pojawiają się pozytywne aspekty, to pytanie o bilans zysków i strat. Pytanie o granice. Chyba wyznacza je rozsądek i chłodna, obiektywna kalkulacja matematyczna. Przy czym subiektywne uczucia są jedną z zmiennych tego równania.

Podczas burzy można odnaleźć wiele ludzi. Można odnaleźć wiele idei. Można odnaleźć wiele myśli. Można też myśleć co można stracić. Ale czy właśnie nie chodzi o to co możemy zyskać? Decyzje, czyny podejmujemy ponoć z dwóch powodów: albo ze strachu albo z miłości. Na wicher wpływ mamy średni. Ale wiedzę zdobytą z Discavery Chanel sporą. Więc czy mamy się bać?

poniedziałek, 27 lutego 2012

Magix


podobno Michaelowi Jordanowi wystarczyło 3 do 4 godzin snu. Miał w sobie ponoć tyle energii, że po wygranym meczu szedł jeszcze na pole golfowe zaliczyć 18dolkow. Na którejś olimpiadzie, po meczu całą noc grali z Migic Johnsonem w karty, a na drugi dzień rzucił 40pkt. Tak rodzi się legenda :)

Co się stało z tym weekendem Oskarowym. Odbijając rano kartę jak Fred Flinston w kamieniołomie, przypomniałem sobie jak przed sekundą mijałem w tej samej bramie szefa. To był piątek po południu z towarzyszem Wielkim Uśmiechem i projektorem w ręce. Dziś prawe oko już zdążyło zarejestrować na prawym ekranie kilka powiadomień mailowych, które po otworzeniu pochłoną mnie w sumie na parę godzin. W sumie lubię swoją pracę ale dziś nie tu chciałbym być. Dziś chciałbym spacerować po lesie. Explorować nowe przestrzenie. Lub być na gali oscarowej. Choć tu nie ma presji. LA kiedyś odwiedzę, a okazuje się że home made enemef też może być. Na wszystko przyjdzie pora.


środa, 22 lutego 2012

spowiedź

upadać jest rzeczą ludzką
ale manipulacja jest kolaboracją z złem
pozatym moje życie jest cudem

Preludium

wyprzedzając nieco fakty
lub, nazwę to lepiej
w kontraście historii
marzec 2009
ktoś, gdzieś, kiedyś
strzępki myśli
szeroki uśmiech

"Kiedy już myślałem że jestem na krawędzi i dalej już nic nie ma, mimo wszystko brnąłem na przód i odkrywałem zaskoczony że ciągle mogę iść. Czy jak poznamy swoje fizyczne granice wytrzymałości to czy nauczymy się także radzić sobie w życiu z całym tym chaosem emocjonalnym i społecznym? Czy uodpornimy się na ludzi, ich sugestie, chore oczekiwania i pozostaniemy przede wszystkim sobą? Czy to właśnie jest wolność w dzisiejszym świecie – Odporność na bodźce… raczej możliwość kontroli co wybieram i wolności decyzji: przepuszczam do swojego metr na metr tylko te rzeczy które mnie ubogacają. Ale co z tą krawędzią której poszukuje? Powiem szczerze że nie wiem. Nie patrzę w przyszłość. Zamknąłem w swoim metr na metr czas. Zniewoliłem go. W moim metr na metr zamknąłem go pod kluczem w rozległej, pustej i ciemnej piwnicy. Wyciągnąłem dziś tylko to co miesiąc temu i to co góra za trzy. Reszta milczy i cicho siedzi. Wszyscy są szczęśliwi. Czas, Bóg, otoczenie, moi bliscy, Ci dalecy (niech im ziemia lekką będzie) też, Liroy, Pezet, Lauren Hill i cała śmietanka MTV. Mieszkańcy LA i tego szybkiego miasta zwanego Warszawą. Ja na końcu ale w zasadzie najbardziej pewny że to wszystko dzieje się naprawdę z moimi uczuciami.
Lubię eksplodować. Ostatnio możliwie na wszystkich możliwych krawędziach, przeważnie w miłym otoczeniu samego siebie i muzyki, od czasu do czasu przy zgaszonych światłach w samochodzie. Niebezpiecznie jest gdy eksplodujesz przy mieszance muzyki, pustych wieczornych ulic stolicy, swojego małego ale nie słabego samochodu jadącego po nich i małej dawce zapomnienia. Problem polega wtedy na tym że jedziesz bardzo szybko.


Pozostając ciągle psychoaktywny fizycznie zastanawiam się czy ktokolwiek na świecie byłby w tej chwili (poza mną oczywiście) zainteresowany posłuchaniem ciekawych historii które wydarzyły się dookoła mnie w trakcie przesłuchiwania niesamowitych rytmów świata. To nie jest pytanie retoryczne. Może, muszę to przemyśleć bo do pisania mam bardzo wiele…
Pozdrawiam
Obserwator"

next stop
280309

środa, 15 lutego 2012

życie

jest na prawde proste.
wzloty, upadki, smutki, radosci, konflikty, czas pokoju
standard
bledne kolo
wiec po co sie spinac?
wystarczy zaufac swojej intuicji
a na koniec cos wyhaczonego prze tonny'ego
"zycia sie nie wybiera, zycie sie przezywa"
(16.02 22:58, brakowało mi czegoś w tym stwierdzeniu na szczęście Mądra Głowa dopowiedziała "wybieramy sposób przeżycia życia". CzołgU)
wystarczy po prostu byc
i wogole nie kloci sie to z wolna wola i kontrola nad nim
so peace bro & sis
peace
ps.i jeszcze cytat,"pewne przemyślenie - że jak człowiek szczęśliwy to i od razu przestaje kombinować, filozofować, rozprawiać na tematy egzystencjalne i okazuje się, że nie potrzeba już aż tylu słów". A przeciez szczescie jest w nas samych (wersja samotnicza) - o ile jednak szczescie wzmaga sie we dwoje (wersja związkowcow). Tak czy siak, nie ma co za bardzo kombinowac :)

odkrycie

warszawskie korki bywaja kojace
(szczegolnie jak sie ma dobra muzyke, paczke fajek, prince polo i dostep do internetu)
...a komplikacje bywaja :) so what? :)
za to z radia, ktorego bedac w pracy nie mialbym okazji posluchac, dowiedzialem sie ze  Julek Slowacki napisal tez PanaTadeusza, bedacego kontynuacja perypeti postaci Adasia M. I ze mash literacki jest coraz czesciej popularny ( co podkresla ksiazka Duma i Uprzedzenie i Zombie...czyli zombie w czasach wiktorianskich...az mnie zaciekawili)
powiedzialby kto?
pozdro z Grota Roweckiego. nawierzchnia blotnista, temp.-2 ( w porownaniu z bialkowymi -20 to jakas kpina) zawrotna predkosc 10km/h, opoznienie wzgledem ustalonego spotkania siega powoli godziny :) ...i co? z natura nie wygrasz :)

środa, 8 lutego 2012

przejażdżka

head'em za fokus'em na linie holowniczej po podkarpackim placu manewrowym po dwudziestejtrzeciej - bezcenna.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Coś

Pękło. Coś sie zmieniło. Coś nowego. Coś...spokojnego. Rozumiem....rozumiem? Rozumiem! Na pewno czuje. Na pewno sie usmiecham. Na pewno jestem. Na pewno wiem. Na pewno pamietam. Na pewno ... Znam. A jednoczesnie nie....czy to wspomnienie czy marzenie....na pewno dążenie. Na pewno pragnienie. Na pewno spokoj.
I znowu to uczucie....wiem co mam robic. Juz wiem. Jade do domu...a potem wroce.

Coś sie zbliża
Powoli.
Wszystko ma swoj takt. Poczatek. Etap. Krok. Powoli... Juz niedlugo pozbieram mysli. Czuje jak to sie zbliza.
Ile jeszcze we mnie wiary... W chuj :)
Obezwladniajaca sila dnia...w tym narodowej pasztetowej.
Wlosy dyndajace na ekranie...heheheh...co sie patrzysz :)p
Kurwa jest moj! :)p :)p ...spieprzaj (czule:) ...ciule (papieskim slangiem)

środa, 25 stycznia 2012

cudnie

To, że galaktyczny podmuch zniszczy cywilizacje to nie jest dostateczny powód, by wybuchać płaczem.Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Byle do siedemnastej. Dla mnie też za długa zima i zła. Dla mnie też, ale przyznaj, że w sumie się żyje cudnie. I przestań wyć! Przestań wyć! Przestań płakać!

wtorek, 24 stycznia 2012

sen

Gdzie jestem? Czy to faktycznie byla prawda? Slowa,zagadki,smiech stadny,woda,plastik,dym,ogien.Wczesniej zmeczenie,porany autopilot na zamrozonych szybacz w szalenczym pedzie niewiadomo gdzie (skoncentruj sie na niewidocznej bialej linii). Dystans w pracy jako wynik niepewnosci czy poczulem to uszczypniecie czy mi sie zdawalo. Fotel przed monitorem. Pizza w kuchni. Albo truskawki. Pokoj. Spokoj. Banany. Pomelo. Plomien. Ostatnia paczka fajek. Kurwa, co to bylo? Pomarancza :) neee, to banka spekulacyjna (patrz:wielki kryzys)...spij do cholery. Niewazne, jestem zmeczony ale bylo zajebiscie. Pokoj (spokoj?) wyrwany z zakamarkow wlasnych wspomnien. Czyj tan pokoj,..spokoj. gdzie to ja bylem...w Bydgoszcy? NowymYorku? Seatle? Pokoj, krzeslo, monitor, sterta ksiazek, wieszak, parapet, niedomykajace sie okno, kuchnia. Czy ta golarka faktycznie lezy w szufladzie obok? Jest teraz na wyciagniecie reki. Namacalny dowod ze oszalalem. Spokoj. Jak to mowi Rojek...to nie byl On. Jestem. Zyje. Usmiecham sie. Odpoczywam. Odpoczywam? Zaczne. Maszyna. Ta pieprzona maszyna nowy nabytek G jest zajebista. Musze naostrzyc deske. Dojechac jutro do lodzi. Pomyslec. Nie chce. Nie chce myslec. Chce zjesc ten jogurt z mussli. Kurwa mac. Spac! ... Łódź

If

If there is anybody who hate you for no reason
....give that motherfucker a reason

:)

ByJ

sobota, 21 stycznia 2012

Patrz

jak cudnie przelewa się urodzaj...
Strzępy rzeczywistości. Azyl. Sól. Kostki lodu w szkle. Pomarańcza. Śmiech. Parapet. BP. PallMall. Historie. Ruchliwość vs. bieda. Śmiech. Muzyka. Spokój. Bez zbędnych pytań.

Historia przestaje istniec. Nowe rozdanie. Platki sniegu i dubstep. Prostota rzeczy.

sobota, 14 stycznia 2012

spiskowcy

Rozkoszni... Wsrod walajacych sie tostow,pustych butelek gruzinskiego wina, paczek fajek, usmiechnietych mordek i blad pieknosci....odnajduje spokoj.

klaskaj

Uwielbiam otwierac drzwi auta po czym wymiatywac snieg z siedzenia i progu. jeszcze... Ziomo witaj! Nigdy w nie przestalem w Ciebie wierzyc,choc prawie stracilem nadzieje.

piątek, 13 stycznia 2012

tekstowo

Jestem graczem, ale gram w gry raczej. Gdy rym ma wiele znaczeń to go nie tłumaczę. I czaczę kumam jak miecze Turman Uma Jak Man Materna skecze, jak Apacze narzecze. Na życie patrzę, na lepsze mam plan i pieprzę, jest tak a nie inaczej, bedzie tak jak ja zechcę. Na razie nie chcę przepychać sie przez bogaczy. Za duży stres jest, za mały zysk jest, zobaczysz. Kolejne kwestie zabrały dzień cały w mieście. Padam na pysk gdzieś za groszy 200. Zawieźcie mnie do domu, mam dom uwierzcie, mam tam komu pomóc nie być samemu nareszcie. Mam pierścień, bo mam podejście, nie kasę. Mam szczęście - ją. Będę miał z nią dom i basen ziom, dom z tarasem, to przyjdzie z czasem. Tymczasem mam wejście tam gdzie jest miejsce z hałasem. Każdy zna Interesy na esemesy Każdy gra O swoje 2 mercedesy Każdy ma Okresy hossy i bessy Każdego dnia Ostre stresy ma Jestem hastler, ale bardziej Alszer oficjalnie. Nic w słuchawce - nic na karcie. Twardziel - dil na ławce nielegalnie. Mam cię! Będziesz odpowiadał karnie! Znam cię, słuch zaginął - nie ma słuchu, palcie, znów zawiną paru druhów, chwalcie się z buchów, spowiadajcie się z ruchów, opowiadajcie, z okruchów tych miasto duchów… Lata miną, tak jak Tede przewinął, że to jak z trzecią szyną w metrze - niebezpieczne. Co z rodziną, będzie Hiroszimą, ten dzień im upłynął i wyleciał w powietrze. Pieprzę, nie pamiętam co było, elementarz - po co gdzie i z kim się chodziło nie pamiętasz, to po pierwsze, to jak miłość, jak szerszeń się wbiło, nie pamiętasz… Jestem gangsterem, to nie znaczy, że cię zastrzelę, gdy kozaczysz, krzywo patrzysz, niewiele znaczysz i tak, no tak, to fakt, a jak tak, to fuck! Znam smak twojej rozpaczy: Jesteś zerem, też byłem, teraz mam cele(ę) - tą, czy te, coś łączy je - nadzieje szczere, aż skończy się oczekiwanie, człowiek! Ty rób swoje, ja robię swoje w swojej głowie. Jestem panem swego losu, amen. I nie słucham osób, które sieją w głowie zamęt, Słucham swego wewnętrznego głosu, to fundament. Biorę co mi dane, robię z tym co mi pisane. Jestem bogiem - ja to powietrze, woda, ziemia, ogień. Mam w sobie to co ma każdy człowiek na całym globie. Mam w sobie pytanie i odpowiedź po połowie. Żyję jak żyję, krzywdy nikomu nie robię.

czwartek, 12 stycznia 2012

Śmiało

Kot sie do mnie łasi. Drepcze po mnie i szmyra pyszczkiem :) Oglądałem taki film. Z przed 10lat. Dwojka staruszkow w bialym domu. Las i woda. Obok jeszcze starsi staruszkowie z synem. Sielsko sobie zyja. Jednak pewna sila sprawila ze zamieszkali wspolnie, nowszy 3pietrowy dom, oddali w uzytkowanie turystow. Tydzien pobytu 15 ludzi. Do wykorzystania spacery, grzybobranie, rzucanie zabami, oraz kino, restauracja, salon, salon gier, guady, paintball, scianka, basen, jackuzi, zjezdzalnia i pare innych spraw. Wszystko wykreowane za domem. Zainteresowani?

wtorek, 10 stycznia 2012

Telenowela

W oparach absurdu po 7mym browarze (3 zgubilem wiec liczy sie za 4 choc ostatnie jeszcze w 3/4-ych). Belchatow AD 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza sciany (impreza somsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralnosc, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafil, a ja znajduje sie w tej misji. Tworze swoja wlasna rzeczywistosc. Dokladniee tu w koncie na krzeselku z browarem na stole i muzyka w tle. Rozpieram sie na krzeselku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na somsiednim...przerwa...ktos zaatakowal rozmowa. Szef. Na rowni wyjebane ma na wszystko (sorry, pewne standardy i zachowania) jak ja. Lubie swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy sie (lub nie) w kontekscie i formie oraz dazeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia slubna, zdjecia dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujace rozterki ze ja ja chce ale ona uwarza mnie za wiesniaka ale robimy slub na wakacjach. Swietlana przyszlosc. Ale znalem kiedys kogos kto zalozyl sie z swoja zona ze moj uwczesny zwiazek nie przetrwa. Kurestwo. Albo swiatle i wyprzedzajace mnie spojrzenie w przyslosc. Zaslepienie obrazowane prze obcych wkurwia, tym bardziej ze sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumiec i pod koniec nie wiesz juz czy bardziej wkurwia cie swoja glupota czy prawda. Zygac sie chce. Kolega ktory podbija ze ma dla mnie towar...neeee, ja mam dziewczyne :) Ale i tak zaraz pojede poruszac nozka. A co. Na przekor i na pochybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktos lubi ruszac nozka, bo mam wyjebane. Choc okazuje sie nie na wszystko. Sa wartosci. Jest..kurwa. wlasie przyszed Pawel, i podwazyl moja teoria na temat indywidulnosci mojego bloga. Jebancuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakrze bede musial wejsc z nim w polemike, standardowo przekonujac...sorry, obrazujac, swoj punkt widzenia. Ja mam dac wyslij, a on poszed po sok, jak wroci....wbijam na parkiet po uprzednim oproznieniu kufla....too beee continued
...gdzies po drugiej...
Nie potanczylem, za to przeprowadzilem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku po myslow na przyszlosc i rozwoj. I juz nie wiem co mnie bardziej wkreca.... Przyszedl kolega z dawnych lat z browarem i historia swojej coreczki...pogadamy...ale go nosi...wiec moze jednak parkiet?
...trzecia piedziesiat dziewiec....
Kolega obija sie o kabine prysznicowa. Ja wspominam na swiezo dyskusje z obcym menadrzerem pod ktorym bym w zyciu nie chcial byc. Po interwencji w windzie, kiedy to lysy staral sie obrazic kolege z pracy wyzywajac go od piekarzy, spotkalem lysego chwile pozniej w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na polske i wrogow z zachodu i wschodu dolalo oliwy do ognia ktory zaplonal na zewnatrz odpalajc mojego fajka. Wiedzialem na pierwszy rzut oka co mam przed soba ale jego slowa dopelnily czary. Bagatelizowanie roli liniowych pracownikow, swiadomych swojej roli przyczyniajacej sie do wzrostu ogolnego dobrobytu gospodarczego potwierdzilo przypuszczenia. Spojrzenie managera, ktory kalkuluje ze jego pracownicy maja pracowac dla jego rodziny jest slabe. Owszem realene. I przytaknalem jebancuchowi na to kilka razy. Bo wiem jak jest. Ale brak zrozumienia dla argumentu wyzszosci swiadomych swojej roli w tym calym lancuchu pracownikow, w kontekscie dazenia do celu jakim jest solidarny i swiadomy rozwoj spoleczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracajacych uwage od klopotliwego watku, uwolnilo poklady emocji ktore zmobilizowaly brac do objecia patronatu nad akcjia. Potrzeby nie bylo, choc milo jest poczuc poparcie. Wszak jestem dyplomata. Choc mialem ochote pojsc na noze, przyznam (jeszcze duuzo musze sie nauczyc). Wiele czynnikow wplynelo na agresje, chocby fakt stwierdzenia ze moj umysl jest przesaczany medialna papka (choc od 4lat nie mam tv, starajac sie szukac roznych zrodel informacji i wybierajac droge srodka ktora jest zbierzna z moim ja-osadem. Nie nawidze hipokrytow ktorzy mowia ze sluchaja majac calkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale lysy juz spi. Mi pozostaja nowe doswiadczenia. Wiele bo dyskusja byla dluga. Szkoda nudzic. Wiec machnalem reka, widzac nierefermowalny pion jakiejs organizacji, i kierujac sie w strone pobratymcow, ktorzy tez nawet nie dotkneli sedna sprawy, ale byli solidarni. Juz widze jak zespol lysego staje za nim murem :) taaa. Potwierdzam rodzace sie przekonanie ze nie z wszystkimi musze sie lubic (i zgadzac), oraz to ze pewne pokolenie musi zniknac by mozna bylo zrobic skok cywilizacyjny. Choc nie umniejszam roli strego-lysego. Zyjemy w czasach w ktorych organizacje potrzebuja chui. Zastanawia mnie pytanie czy faktycznie nasze czlowieczenstwo moze ewoluowac do formy optymalnej. Czy moze zawsze takie sytuacjie beda mialy miejsce. Historia pokazuje ze mam sie czego obawiac. W kazdym razie, impreza dobiegla konca. Przed podnaszacym cisnienie lysym byl "good fealing" ktory wytoczyl na parkiet lawine mojej energii. Na cale 4min. Pozatym kolega odkryl dwie rzeczy: a) ze jest jeszcze w grze i potrafi wyrywac panienki b) jest nudysta. I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmialo: a) bylem grzeczny (bo chcialem...podoba mi sie to uczucie:) b) ciagle lubie kolege...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przeblyskach czlowieczenstwa, stwierdzi (poobijany przez kabine prysznicowa) ze jednak musi przemyslec swoja pozycje. G! Sie odmeldowuje. Czas spac. Za 3,5h czas wstac na basen. Taaaa.

(awarenessesstreamByG)

W oparach absurdu po siódmym browarze (trzy zgubiłem, wiec liczy się za cztery, choć ostatnie jeszcze w trzech-czwartych).
Bełchatów Anno Domini 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza ściany (impreza sąsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium!). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralność, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafił, a ja znajduje się w tej misji. Tworzę swoją własną rzeczywistość. Dokładnie tu, w koncie na krzesełku, z browarem na stole i muzyką w tle. Rozpieram się na krzesełku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na sąsiednim.
Przerwa.
Ktoś zaatakował rozmową.
Szef. Na równi wyjebane ma na wszystko jak ja. Lubię swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy się (lub nie) w kontekście i formie oraz dążeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia ślubna, zdjęcia, dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujące rozterki, że ja ją chcę ale ona uważa mnie za wieśniaka, ale robimy ślub na wakacjach. Świetlana przyszłość. Znałem kiedyś kogoś, kto założył się z swoją żoną, że mój ówczesny związek nie przetrwa. Kurestwo. Albo światłe i wyprzedzające mnie spojrzenie w przyszłość. Zaślepienie obrazowane przez obcych wkurwia, tym bardziej, że sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumieć i pod koniec nie wiesz już czy bardziej wkurwia cię swoja głupota czy prawda. Rzygać się chce.
Kolega podbija, że ma dla mnie towar, neeee, ja mam dziewczynę :) Ale i tak zaraz pójdę poruszać nóżką. A co. Na przekór i na pohybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktoś lubi ruszać nóżka, bo mam wyjebane. Choć okazuje się, że nie na wszystko. Są wartości. Jest... kurwa... właśnie przyszedł Paweł i podważył moją teorię na temat indywidualności mojego bloga. Jebańcuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakże będę musiał wejść z nim w polemikę, standardowo przekonując, nie, raczej obrazując, swój punkt widzenia.
Ja mam dać WYŚLIJ, a on poszedł po sok, jak wróci, wbijam na parkiet, po uprzednim opróżnieniu kufla.

Too beee continued …

02:00
Nie potańczyłem, za to przeprowadziłem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku pomysłów na przyszłość i rozwój. I już sam nie wiem, co mnie bardziej wkręca.
Przyszedł kolega z dawnych lat z browarem i historią swojej córeczki. Pogadamy. Ale jego nosi, więc może jednak parkiet?

03:59
Kolega obija się o kabinę prysznicową. Ja wspominam na świeżo dyskusję z obcym menadżerem, pod którym w życiu nie chciałbym być. Po interwencji w windzie, kiedy to Łysy starał się obrazić kolegę z pracy, wyzywając go od piekarzy, spotkałem Łysego chwilę później w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na Polskę i wrogów z zachodu i wschodu dolało oliwy do ognia, który zapłonął na zewnątrz, odpalając mojego fajka. Wiedziałem na pierwszy rzut oka, z kim mam do czynienia ale jego słowa dopełniły czary. Bagatelizowanie znaczenia liniowych pracowników, świadomych swojej roli przyczyniającej się do wzrostu ogólnego dobrobytu gospodarczego, potwierdziło przypuszczenia. Spojrzenie menadżera, który kalkuluje, że jego pracownicy mają pracować dla jego rodziny, jest słabe. Owszem, realne i przytaknąłem jebańcuchowi na to kilka razy, bo wiem jak jest, ale brak zrozumienia dla argumentu wyższości świadomych swojej roli w tym całym łańcuchu pracowników, w kontekście dążenia do celu, jakim jest solidarny i świadomy rozwój społeczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracających uwagę od kłopotliwego wątku, uwolniło pokłady emocji, które zmobilizowały Brać do objęcia patronatu nad akcją. Potrzeby nie było, choć milo jest poczuć poparcie. Wszak jestem dyplomatą. Choć miałem ochotę pójść na noże przyznam (jeszcze dużo muszę się nauczyć). Wiele czynników wpłynęło na agresje, choćby stwierdzenie, że mój umysł jest przesiąknięty medialną papką (choć od czterech lat nie mam tv, staram się szukać różnych źródeł informacji i wybieram drogę środka, która jest zbieżna z moim ja-osądem). Nienawidzę hipokrytów, którzy mówią, że słuchają, mając całkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale Łysy już śpi. Mi pozostają nowe doświadczenia. Wiele, bo dyskusja była długa. Szkoda nudzić. Więc machnąłem ręką, widząc niereformowalny pion jakiejś organizacji i kierując się w stronę pobratymców, którzy też nawet nie dotknęli sedna sprawy, ale byli solidarni. Już widzę jak zespól Łysego staje za nim murem :) taaa.

Potwierdzam rodzące się przekonanie, że nie ze wszystkimi muszę się lubić (i zgadzać), oraz to, że pewne pokolenie musi zniknąć, by można było zrobić skok cywilizacyjny. Choć nie umniejszam roli starego-Łysego. Żyjemy w czasach, w których organizacje potrzebują skurwysynów.
Zastanawia mnie czy faktycznie nasze człowieczeństwo może ewoluować do formy optymalnej. Czy może zawsze takie sytuacje będą miały miejsce. Historia pokazuje, że mam się czego obawiać. W każdym razie impreza dobiegła końca. Przed podnoszącym ciśnienie Łysym był "good fealing", który wytoczył na parkiet lawinę mojej energii. Na cale cztery minuty. Poza tym kolega odkrył dwie rzeczy:
a) że jest jeszcze w grze i potrafi wyrywać panienki
b) jest nudystą.
I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało:
a) bylem grzeczny (bo chciałem...podoba mi się to uczucie:)
b) ciągle lubię kolegę...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przebłyskach człowieczeństwa, stwierdzi (poobijany przez kabinę prysznicową), że jednak musi przemyśleć swoją pozycję.
G! się odmeldowuje. Czas spać. Za 3,5h czas wstać na basen. Taaaa.

(CorByC)

sobota, 7 stycznia 2012

Australia

Siedzac w Pultusku na niebieskich krzeselkach Nadnarwianki, marznac w paluchy, patrze to na chlopakow jezdzacych na deskorolkach w pobliskim skate parku, to w niebo, i mysle. Zycie przeplata sie dzis ze smiercia. Radosc ze smutkiem. Strach z miloscia. A ja w tym wszystkim odkrywam w sobie niewyczerpane zapasy spokoju. Pracowalem nad nimi swiadomie badz nie przez dlugi czas. Walczylem, odpoczywalem, zagryzalem zeby, zapadalem sie w sobie, upadalem, wstawalem, rozwazalem tysiace opcji, rozkminialem, analizowalem, porownywalem, chialem, nie chialem, zylem bardziej lub mniej. Myslalem o emigracji, ucieczkach, powrotach i przez czaly czas do konca nie wiedzialem co zrobic. Na wiele pytan odpowiedzi dalej nie znam. Ale wiem ze na wiele odpowiedz znajdzie sie sama, lub odnajde ja podczas dalszej podrozy. W twarzach ludzi, ich spojrzeniach, slowach, czynach, decyzjach. W korelacji z moim ja, cala ta otoczka czuje ze dostarczy odpowiedzi. Wiec koncze ten wpis, odpale fajka, postoje chwile patrzac w niebo, wroce do budynku za plecami i posiedze na krzeselku z kawa, lub czekolada z automatu. Z cieplym kubkiem rozgrzewajacym palce ktore coraz bardziej sztywnieja. Poczekam chwile, pozniej sie usmiechne, wsiade w samochod, wroce do domu, zrobie kolacje, odpale film i bede bardzo szczesliwym czlowiekiem. Tak szczerze i po prostu. Tak jak dawno nie bylem. Dokladnie tak jak marzylem. Jednoczesnie na swoj oryginalny sposob inaczej. W miedzyczasie odbiore kilka telefonow, kilka tez wykonam, dam z siebie wszystko co moge by pomoc w organizacji pogrzebu. W tygodniu czeka mnie podroz do Bydgoszczy. Wszystko to z rownoleglym spokojem w duszy, sercu i glowie. Bo czuje wreszcie ze wszystko jest tak jak byc powinno. Bo czuje sie dumnym polakiem i europejczykiem. Bo otaczajaca mnie rzeczywistosc coraz bardziej mnie cieszy. Australia na razie poczeka. W tym roku czekaja mnie stoki, kajaki, opener i clmf, namioty, mazury, fiordy, eurotrip, wiele wspolnych radosci i smutkow, moze alkoholu, tony muzyki, tysiace kilometrow, i w cholere innych wyzwan. Wiec usmiecham sie i odpalam fajka, patrzac w niebo. Wiem co mam robic. Cholernie lubie to uczucie.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

myslenie

Bo ja juz mam czasem wrazenie tracenia czasu na myslenie o tym dlczego, oh, ah, o matko i wtf. Dosc przeszlosci. Czas na przyszlosc. Jak, co, gdzie, kiedy. O to wole zapytac. I to najlepiej w perspektywie dnia jutrzejszego. Przynajmniej chwile sprobujemy tak pozyc. Bez pretensji, zalow, oczekiwan. Z jedynym i prostym celem utrwalenia w sobie na stale usmiechu w jak najwiekszej mozliwej rozpietosci czasowej. A usmiech bywa zarazliwy. Takie postanowienie noworoczne. Smiac sie wiecej. Szczerze i prawdziwie. Ajedyna droga jaka widze to trwac w zgodzie z soba. To takie proste.

autopilota

czas załączyć...na chwilkę