okazuje sie ze znalazlem swoja. jezeli sprowadza sie do rozmowy o trojnogach robiacych z ludzi popiol, ktore wczoraj widzialem w tv, to ja w to wchodze. tak jak w powolne poszukiwania zapalniczki w kieszeniach i zajebanym wszystkim co mozliwe i nielegalne stoliku. jest! niespiesznie odpalamy fajke lapiac za telefon by napisac bloga. buch. zielony l&m. mietka. przyjaciel majstruje naturalna yerbke w tykwie z lyzka-siteczkiem. zamykam oczy i przenosze sie do afryki na sawanne. a zachwile juz jestem na jamajce. bob marley nuci. a ja mam swoj blogostan.
ps. kim sie staje czlowiek ktoremu coraz prosciej wychodzi podejmowanie najtrudniejszych decyzji???
czwartek, 29 grudnia 2011
środa, 28 grudnia 2011
Myśl
napisana fluorescencyjnym,bezbarwnym markerem, na scianie w kolorze flagi jamajki, widoczna tylko po odpaleniu uprzednio przygotowanego fioletu.
Mysl jest realna
Materia jest iluzja
Mysl jest realna
Materia jest iluzja
swenta
Luca,marokanczyk z wloch ozeniony z polka z izdebskiej ziemi. W oparach dymu i glosnej muzyce opowiadal historie swojego zycia. Przynajmniej sie staral. Chwile pozniej kolezanka opowiadala mi o pracy w sprzedazy diamentow. transakcje 60k. spora wiedza expercka. Jedna reka na myszce komputera a w drugiej dziecko. Chwilowo praca zdalna na opiece. Maz jest tatuarzysta. Wiem juz gdzie bede robil. Poznalismy sie w Londynie. Z Domi znamy sie z LO. Podobnie jak z 20 innymi osobami z ktorymi chlalem wczoraj Jima i Jacka do 3:30. Niektorzy odnalezli szczescie, inni ciagle szukaja. A ja sie luzuje z przyjacielem w najbardziej rastafarianskim zadymionym pokoju na najwiekszym koncu znanego mi swiata. Jest pieknie. Alibi Maleo pomaga.Tomb rider i boska Lara z rownie czarujaca siostrzenica lat 11tez wymiata. Ale nas przystopowalo w luwrze. Juz nie ma gdzie isc. Wie ktos jak przejsc te lasery w pierwszej sali? Szybka akcja do non stopa na wsi po pure nature tez byla interesujaca. Choc przez roztargnienie zle skalkulowalem czas i rozjechalem sie 20min wzgledem targetu. JA SIE NIE SPOZNIAM! to byl pierwszy raz i w najgorszym momencie bo rodzice pojechali do kosciala w pobliskim kulturalnym miescie na msze z okazji swojej 40rocznicy slubu a ja dalem dupe. No ale nikt mi nie powiedzial. Mialy byc trzy osoby do mnie a pojechali na dwa wszyscy i jak ja przyjechalem nikt nie zadzwonil. A moglem dojechac i sie spoznic. Tak przesiedzialem u somsiada planujac mu ogrod. Plus pare milionow drobiazgow jak piers kurrczaka z brusnicami, czy trzymanie glowy bladynki nad lawka w paku pod koscialem, az po fioletowe, klubowe oswietlenie w pokoju Bro. Peace. Ide odpoczywac dalej przy Wyclef Jean z MJBlidge - 911
środa, 21 grudnia 2011
muzka
wstajesz i cos zaczyna lazic za Toba, jakis blizej nieokreslony dzwiek ktory slyszales jako ostatni przed zasnieciem. budzac sie pod prysznicem dzwiek zaczyna ukladac sie e melodie. wychodzac z domu zaczynasz juz nucic utwor. zderzenie z otoczeniem po przekroczeniu progu wzmacnia usmiech. jest bialo. powiedzialbym "po raz pierwszy w tym roku bialo", ale pamietam bardzo dobrze styczen,luty i marzec 2011. tez bylo. to wspomnienie poteguje usmiech. pojawia sie szybka mysl ktora na dlugo nie zostaj, ale przylatuje: "zabawne gdybym wszedl do auta, wlozyl kluczyk i uslyszal ten kawalek". sterta mysli na drodze 50m do auta sprawia ze zapominam o tym. no i eksplozja po wlozeniu kluczyka. jest franca. kawlaek w sumie popularny ostatnio wiec nie ma co sie podniecac - rachunek prawdopodobienstwa jest w stanie wytlumaczyc wiele rzeczy, ale teraz mam go w dupie. usmiech sztywnieje. dreszcze pojawiaja sie gdy ruszam i podkrecam bass. yeaha zaczelo sie. znow bede spal po 4h, przemierzal setki km z dobrym bassem (moze skala,dzis zobaczymy). tak czy siak...zaczyna sie robic bialo
niedziela, 18 grudnia 2011
hola
dzis jest pierwszy dzien kiedy wole zapach psiej mordy na rekach niz kocich klakow na poscieli. i okulary. i diamenty. i tequile podczas nauki zmiany kaszet i roli na projektorze salonowym. orzesztyto nietakie proste. ale damy rade. kto jak nie my.... no i angels desire. ame.n
piątek, 16 grudnia 2011
konkurs
butelka dobrej tequili za projekt tatuazu pod haslem wolnosc. juz 4ty rok szukam, czas najwyzszy cos z tym zrobic. prace prosze podsylac na nussoi@op.pl
czwartek, 15 grudnia 2011
Facet
„Mówię Ci, nie przejmuj się, wszyscy faceci są tacy sami”. Ze niby wszyscy faceci są tacy sami. Może. Płeć piękną też charakteryzuje wiele podobieństw. Tak czy inaczej nie uważam się za takiego. Nie uważam też że druga strona jest szablonowa. Myślę że problem jest w spojrzeniu, zrozumieniu, ewentualnie w szerokopojętym lenistwie. Czy nie patrzymy i staramy się dostrzec tylko tego co wygodne? Głębiej spojrzeć jest cholernie ciężko. No bo po co się wysilać. Sam mam z tym problem. Już mi się przestaje chcieć. Co nie oznacza że się poddałem. Bo warto. Ale wydaje mi sie że najbardziej warto zacząć od samego początku. Od siebie. Takie tam przemyślenia gorączkującego faceta. A z zupełnie innej beczki – niemiłosiernie wkurza mnie sztuka obwiniania całego świata za smutek bez próby dotarcia do jego korzeni które przeważnie tkwią w nas samych. Wszystko jest w nas. Ale można. Oczywiście że można. Tak można obwiniać jak i się wkurzać. c'est la vie
środa, 14 grudnia 2011
Zdecydowanie
Czy ja muszę wiedzieć czego chce? Czy może wystarczy wiedza o tym czego nie chce?
Wiedza czego się chce jest jak spacer do wcześniej ustalonego celu. Jednego znanego i świadomego. Z góry ustalonego. I to jest dobre. Z świadomym pominięciem że inne rzeczy pominiemy i założeniem że znamy siebie na tyle że wiemy co dla nas dobre (wiemy?, na pewno?)
Brak wiedzy czego się chce, może przypominać błądzenie. Ale ilu rzeczy można się pod drodze nauczyć. Ile miejsc, o których istnieniu nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy zwiedzić. Ilu ludzi napotkać. Mam wrażenie że ta droga może przynieść ciekawsze efekty, inspiracje, rozwój. Zagrożenie jest takie że można się zgubić.
Więc istnieje droga środka. Mix powyższych. Świadomy cel, z świadomym określeniem kilku pośrednich etapów zagubienia w czasoprzestrzeni. A nuż coś odnajdziemy w tym dobrego dla siebie. Albo przynajmniej dostaniemy po dupie i naprostujemy się że wcześniej obrany cel jest dobrym celem.
Takie myśli z rana.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Antek
to był ten co miał siostrę Rozalkę, którą na dwie zdrowaśki włożyli do pieca i spalili na Amen. Antek miał też brata Wojtka. Ale nie tego który chciał zostać strażakiem. Ta historia była bardziej pozytywna. Antek o którym mowa powodował depresje do samego końca. WTF z tym Prusem i szkolnictwem polskim że w III klasie wpieprzyli dzieciakom taką lekturę. Za pewne ma to uzasadnienie, ale nie chcę dziś wnikać. W nic nie chcę wnikać. Poza pomocą kuzynowi w zrozumieniu i rozróżnieniu 3 kluczowych zagadnień na dzisiejszy wieczór. Czy Antek to był bocian czy bocian to może był Wojtek i które spaliło się w piecu. A co do Wojtka, to nie był bocian. Bocian To był Kajtek. Ale w życiorysie Kajtka pojawia się też Antek. Tam takie świnie sobie wzajemnie podkładali. Kajtek ostatecznie zaczął jeździć na traktorze i stwierdził że życie na gospodarstwie jest lepsze niż życie w samotności z braku zrozumienia wśród najbliższych. Tak kurwa, Kajtek bocian. Ale że na traktorze jeździł? W pale się nie mieści.
A ludzie umierają. Tak po prostu. Dookoła. Np. na złośliwego raka trzustki któremu nawet nie można zaaplikować chemii bo się ma żółtaczkę. Kurwa2. Ale że na 2 zdrowaśki włożyć 10 letnią dziewczynkę do pieca z rozżarzonymi węglami bo kuma kazała?
A ja się cieszę że odpaliłem Golden Rule Biffy'ego Clyro bo wiem że w przyszłym tygodniu zacznie sie komponowanie nowej zimowej składanki A.D. 2011. Znowu jestem zmęczony. Chyba czas odpocząć.
A ludzie umierają. Tak po prostu. Dookoła. Np. na złośliwego raka trzustki któremu nawet nie można zaaplikować chemii bo się ma żółtaczkę. Kurwa2. Ale że na 2 zdrowaśki włożyć 10 letnią dziewczynkę do pieca z rozżarzonymi węglami bo kuma kazała?
A ja się cieszę że odpaliłem Golden Rule Biffy'ego Clyro bo wiem że w przyszłym tygodniu zacznie sie komponowanie nowej zimowej składanki A.D. 2011. Znowu jestem zmęczony. Chyba czas odpocząć.
sobota, 10 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
Jim
osuszony. Stary drum'n'base odnaleziony. Fotel zaczna drżeć. Dziwna mieszanka wspomnień zmęczenia i bólu szczęki z zaciskania zębów. Chyba nagram ten kawałek znów na płytę i niedługo zapuszczę się na Saską Kępę...taki plan.
środa, 30 listopada 2011
spirytus
świateczny duch herbaty z midem, cytryną i 90% gorząła zmieszany i wstrząśnięty w litrowym słoiku po miodzie typowo rozgrzewa ciało i umysł w prawie zimowe wieczory napawając nostalgią za śniegiem ...odrobiną nostalgii. Gdzie jest śnieg jak go nie ma?
ps.wieczorny
przepis na herbatkę
wymagany kubeczek 0,5 l (najlepiej nescafe big kubas lub te duże z serii liptona). W kubku parzymy czarną herbatę, wrzątkiem jak przystało, zalane tak z 4/5 i rosądne z 3-4 min. Dodajemy kopiatą łychę miodu, pożytkując łychę do celów mieszalniczych, w międzymieszaniu dolewając solidną 50tke spirytusu. Na koniec wduszamy całą cytrynę z dwóch rozkrojonych połówek. Kontynuując mieszanie do osiągnięcia temperatury nie parzącej języka uśmiechamy się na myśl o tym jak dobre to będzie.
ps.wieczorny
przepis na herbatkę
wymagany kubeczek 0,5 l (najlepiej nescafe big kubas lub te duże z serii liptona). W kubku parzymy czarną herbatę, wrzątkiem jak przystało, zalane tak z 4/5 i rosądne z 3-4 min. Dodajemy kopiatą łychę miodu, pożytkując łychę do celów mieszalniczych, w międzymieszaniu dolewając solidną 50tke spirytusu. Na koniec wduszamy całą cytrynę z dwóch rozkrojonych połówek. Kontynuując mieszanie do osiągnięcia temperatury nie parzącej języka uśmiechamy się na myśl o tym jak dobre to będzie.
sobota, 15 października 2011
wtorek, 20 września 2011
jedzenie
sniadania nie jem...obiadu nie jem...kolacji nie jem...a w nocy nie spie bo chce mi sie jesc :) dzisiejsze nocne wcinanie sponsoruje popaprany umysl, literka A, oraz makrela z puszki w sosie pomidorowym z chlebem (na stojaco przy zlewie). Mniam! Pozatym naprawde wszystko dobrze. zadziwiajaco wszystko dobrze. ...could it be?? dont belive it. ...a w nocy nie spie...jak bardzo bym chcial...moze literka A pomoze. moze...to nie morze, to zalew :)))
czwartek, 15 września 2011
żaba
Wrzucasz sobie zadanie. ..a w zasadzie projekt. Wiesz że łatwo nie będzie ale rozwojowo na pewno. Wiesz że zaboli ale jeszcze tego nie czujesz gdy wrzucasz. Potem zaczyna sie pojawiać pierwszy symptom (równolegle z pierwszym efektem). Wiesz też że to wierzchołek góry lodowej i niedługo dosięgnie Cię ręka niezmiennego prawa przyczynowo-skutkowego. I zastanawiasz się po kiego, grzyba? To jest łatwe do zdiagnozowania rano pod prysznicem, gdy chlapnie się parę browarów wieczorem czytając cudze blogi. Chcesz mieć na drewniany stół w domu. No i to wrodzone poczucie potrzeby doskonałości i bycia najlepszym :) które owszem frustruje sporadycznie ale jest jednocześnie Twoją siłą napędową, o czym zdajesz sobie bardzo dobrze sprawę. Ciekawszym pytaniem jest poszukiwanie wśród tej frustracji czegoś pozytywnego. Bo wracasz do domu po pracy, wiesz że darmo nie siedziałeś, coś zrobiłeś, ale tak jakoś...cholera...coś nie pasuje tu. Jak zawsze mogło by być lepiej, owszem. Ale to nie argument by się uśmiechnąć. Więc pijesz dalej próbując włączyć hard reset. Guzik dawno swoją drogą nie używany (zakurzył się trochę i pordzewiał polewany tylko sporadycznie łyczkiem ballantiesa przy okazji wieczornych spacerów do lodówki). No więc wciskasz go z całej siły jak zawsze zapadając w noc coraz głębiej (mimo że od paru dni organizm krzyczy ciągle spać...mimo iż o 21:00 myślałeś że to będzie ta-godzina-w-ktorej-zasne). No i pod tym samym prysznicem rano, gdy myśli jeszcze kleją się i zwalniają zaczyna Ci się układać. O żeszty! ...pieprzony Parkinson...i żaba. Uświadamiasz sobie że jesz kurna właśnie tę wielką żabę co dziennie, i faktycznie dzieje się magia, bo Parkinson i jego nożyce czasu wpadły w ruch i powycinały te wszystkie mniejsze rechoczące z ciebie france. Yeah! To powoduje uśmiech. Ponowną motywację. ...tym bardziej że zbliża się weekend ;) (tu akurat piernik do wiatraka nic nie ma...dygresja w najczystszej odpryskowej postaci).
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z, gdzie x - praca, y - rozrywki, z - umiejętność trzymania języka za zębami.
poniedziałek, 12 września 2011
golonka
wieprzowa z puszki z plasterkiem cytryny. jakies masakryczne smaki mnie opetaly. wogole czuje sie ostatnio jak jakis opetany...jak nie ja. jakis taki ped mnie opetal. chyba powinenem sie zatrzymac i zastanowic. a moze lepiej nie...spotkanie z Gregiem dzis cholernie mnie zainspirowalo. znow. Jakas pieprzona kumulacja podroznikow. Kenia, Szwajcarja, Indie Bartka. Seatle Grega. Turcja. Ogolnie caly swiat. Fuck. co z tego bedzie? co by nie bylo ja ide za glosem (a w zasadzie krzykiem) organizmu. SPAC!!.i mimo iz standardowo mnie nosi (jakis taki dziwny sprzeczny program w glowie mam), to jednak zasne. bo nie lubie byc niekumaty
...i nawet ten rozpaczliwy placz...a w zasadzie lament zranionego kochajacego serca zza sciany totalnie mi nie przeszkodzi. pieprzona znieczulica mnie obezwladnia z kazdym dniem. zapadam sie w nia jak w magme....albo raczej w bloto bo to nie pali...to po prostu jest lepkie, zimne i zastygle. to pochilipywanie, tak niekontrolowane, bolesne, obezwladniajace, rozpaczliwe, tragiczne jakby swiat sie skonczyl...jest mi obojetne. przywoluje wspomnienia. tak tego jak trzymalem w ramionach kogos kto z mego powodu tak kwilil...jak i w spomnienia jeszcze w czesniej...te ktore pozwalaja zrozumiec...a jednoczesnie tworza ten pieprzony mor obojetnosci. ..a ja naprawde mialem pisac tylko o golonce...skad mi sie to pieprzeni
e o niczym bierze...bo to przeciez jest nic...ide spac bo mnie agresja dopada...raczej z zmeczenia..ale nigdy nic nie wiadomo
po chwili namyslu, to wszystko przez to ze mi sie komorka pieprzy! over out
..Jezuuu...odkrywam chyba objawy cynizmu i nie wiem czy mam sie z tego cieszyc czy nei...ale w ogolnym rozrachunku lubie swoj wszechswiat...ma6scian i to jest tak: podloga i sufit + 4sciany z boku....oprocz mnie nikt w nim tu nie mieszka...wyobraz sobie szescian a w srodku siedze...ja
...i nawet ten rozpaczliwy placz...a w zasadzie lament zranionego kochajacego serca zza sciany totalnie mi nie przeszkodzi. pieprzona znieczulica mnie obezwladnia z kazdym dniem. zapadam sie w nia jak w magme....albo raczej w bloto bo to nie pali...to po prostu jest lepkie, zimne i zastygle. to pochilipywanie, tak niekontrolowane, bolesne, obezwladniajace, rozpaczliwe, tragiczne jakby swiat sie skonczyl...jest mi obojetne. przywoluje wspomnienia. tak tego jak trzymalem w ramionach kogos kto z mego powodu tak kwilil...jak i w spomnienia jeszcze w czesniej...te ktore pozwalaja zrozumiec...a jednoczesnie tworza ten pieprzony mor obojetnosci. ..a ja naprawde mialem pisac tylko o golonce...skad mi sie to pieprzeni
e o niczym bierze...bo to przeciez jest nic...ide spac bo mnie agresja dopada...raczej z zmeczenia..ale nigdy nic nie wiadomo
po chwili namyslu, to wszystko przez to ze mi sie komorka pieprzy! over out
..Jezuuu...odkrywam chyba objawy cynizmu i nie wiem czy mam sie z tego cieszyc czy nei...ale w ogolnym rozrachunku lubie swoj wszechswiat...ma6scian i to jest tak: podloga i sufit + 4sciany z boku....oprocz mnie nikt w nim tu nie mieszka...wyobraz sobie szescian a w srodku siedze...ja
odkrycie
wiem (chyba:) do czego przez te 28lat zmierzam(szegolnie w ostatnich 10ciu latach, kiedy czulem ze to cos jest,ale nie potrafilem tego nazwac). dzis sprubuje, bo zaczyna sie to ubierac w slowa. daze do swiadomosci. do swiadomego podejmowania decyzji. i niby to takie normalne, ale w ukaldance zawsze mi czegos brakowalo. swiadome podejmowanie decyzji ale w kontekscie mojej osobowosci i wszelkich okolicznosci genetycznej przyrody i innych uwarunkowan. a tu juz jest gorzej. swiadome decyzje podejmowac zdaje sie mozna ale na ile one sa faktycznie swiadome a na ile podyktowane naszym uwarunkowaniem psychicznym? w dupie mam swoje uwarunkowanie psychiczne (albo przynajmniej jego czesc ktora mnie ogranicza). decyzje maja byc takie by byly najlepsze dla mnie i nie ranily innych (w miare oczywiscie mozliwosci). grunt w tym ze taki poziom swiadomych decyzji wymaga dobrego poznania samego siebie, swoich uwarunkowan, i jasnego rozdzielenia co jest czyms co warto rozwijac a co nas niszczy i ogranicza. a te cholery (uwarunkowania) sie maskuja i czasem przybieraja forme przeciwna do faktycznej. ale ja was ogarne. jestem juz coraz blizej...you have come long way baby! so far so good. idziemy dalej ;)swiatelko w tunelu jest coraz jasniejsze. a na koncu nagroda:cisza i spokoj wewnetrzny....zaczynam biec ;)
środa, 31 sierpnia 2011
ostatni
ostatni dzien wakacji. jutro szkola :) zycia. po raz kolejny nadchodzi moment w ktorym narastajace postanowienie wziecia sie za siebie i pojscia dalej, po kolejnych stopniach, ma szanse sie urzeczywistnic. fun fun fun. choc bedzie bolalo. ale wspomnienie nagrody ktora po takim spacerze sie dostaje jest warte swieczki. coraz mniej musze sie w tym przekonywac, a coraz bardziej staje sie to moje. wszystko mozna osiagnac pytanie tylko co jest sie w stanie poswiecic mowia. hmmm. dobrze gdy przed tym idzie swiadomosc czego sie chce. z tym moze byc wbrew pozorom czasem problem :) bo i tyle tego jest... ale powoli. pocieszajace jest to ze to dziala. tak jak i to ze pewne pragnienia i cele mozna zawiesic i nauczyc sie nimi zarzadzac. w sobie samym. niezmienna i trwale potwierdzana teoria przetestowana w praktyce o ktorej zdarza sie tworcy zapominac. tak wiec ostatni dzien wakacji. teraz trzeba sie spiac w sobie i rozpoczac przygotowania do sezonu :) next stop stok. ...no moze po drodze pare przystankow. ale co bym nie mowil lato bylo ok. ponoc deszczowe. jakos nie pamietam. pamietam jazdy do pracy na rowerze, zeglowanie, mazury, dom, koniec swiata, zegrze, bydgoszcz, motor, warszawe noca, grilowanie pod wieliczka, pare ciekawych imprez, widok na wawe z dachu dziesieciopietrowca, spacer z pomnika PW podczas ulewy, obwodnice skarzyska, nocne zakrety przed piszem, wypad z pod wierzy do mc'a (byl przywoity), muzyke, nadmiar szlugow i w miare przyzwoita stabilizacje. plus tysiace innych drobiazgow. choc przynam ze czas faktycznie zaiwania straszliwie. coz. siadamy na te chabete i jedziemy dalej. ciagle do przodu. ale nie dzis. dzis jest ostatni dzien wakacji. dlatego posiedze sobie jeszcze chwile na tym parapecie. moze do kogos zadzwonie.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
koktajl
przeciagniety po krakowskiej misji, jedzie czlowiek caly poniedzialek na autopilocie. pamieta o zakupach i karteczce ktora przed wyjazdem spisawszy schowal dzis rano na prawym posladku. pamieta choc czasem gubi watek. raz na swiatlach skrecajac do domu (autopilot bezzakupowy byl silniejszy). po 5min w kolejce, gdy juz idzie pod wskazana przez wyswietlacz kase z nr 32 patrzy w koszyk i nawet juz nie ma sily rak zalamac: nie zwazyl owocow. fuck. no i dawaj znowu na srodek sklepu. ostatecznie uszczesliwione (taki teatr conie) wraca do domu z jedna mysla: przetestowac nowiutki blender. oj tak. masakrowanie owocow. z mlekiem wkreca. podobnie jak jajecznica. nigdy nie da sie powtorzyc tego samego smaku gdy uwolni sie odrobine kreatywnosci w czlowieku. ..no coz, dzis uwolnilem jej spory poklad dodajac do miksu nektarynkowo-pomaranczowo-jablkowo-bananowego odrobine smietany,pol litra mleka, szczypte lodow cytrynowych grycana (szlag gdzies trafil lod w kostkach...wspolokatorzy nie chca sie przyznac ale te dwie pizze zajmuja dokladnie miejsce gdzie ostatnio widzialem lod). aaaa, no i cukier. duzo cukru...szczegolnie gdy dolalem tak na oko z stopiedziesiatke sobieskiego pod koniec (dobre bylo, ale czegos mi tam brakowalo)
sobota, 20 sierpnia 2011
misja..
..krakow, rozpoczeta. przy dzwiekach pumped up kicks ruszamy jednosladem napedzanym miesniami po jednoslad napedzany zdechlymi i przetworzonymi robalami, ktory mam nadzieje skutecznie szybko i bezpiecznie przeniesie mnie w promieniach slonca do samego konca :)p we start right now. me myself and i ...and fucking good music
1630 postoj gdzies za radomiem. szerszn nakarmion. pluca tez. pogoda wymarzona. spokoj, cisza, swierszcze, lekkie zmeczenie po ekstremalmej walce z bocznym wiatrem przy 180 na radomskiej. malownicza bliska. niebieskie niebo. spokoj. powoli zaczynam sie zbierac. telefon do rodziny. jestem ustawiony. jestem uspokojony. brony :) ...moze bedzie :) ruszamy w trase, dalej, lewym pasem...lub ustanowionym wlasnym: po srodku :)
1630 postoj gdzies za radomiem. szerszn nakarmion. pluca tez. pogoda wymarzona. spokoj, cisza, swierszcze, lekkie zmeczenie po ekstremalmej walce z bocznym wiatrem przy 180 na radomskiej. malownicza bliska. niebieskie niebo. spokoj. powoli zaczynam sie zbierac. telefon do rodziny. jestem ustawiony. jestem uspokojony. brony :) ...moze bedzie :) ruszamy w trase, dalej, lewym pasem...lub ustanowionym wlasnym: po srodku :)
spać
nie moge...
jasna mega dupa
za duzo mysli, watkow, pomyslow a wszystko i tak zapomne rano
ja naprawde chcialbym zasnac
jasna mega dupa
za duzo mysli, watkow, pomyslow a wszystko i tak zapomne rano
ja naprawde chcialbym zasnac
piątek, 19 sierpnia 2011
ballantines
mój najlepszy przyjaciel. Ogólnie jest OK. Tylko czego czegoś brak. Odpowiedzi na pytanie. Pytania. Różne pytania. Tak, trzeba się czymś zająć bo dumanie aktualnie w niczym nie pomoże. Choć czuje jak się zbliża kolejna fala i moment w którym trzeba będzie się zatrzymać i poważnie zastanowić czy to właściwa dżungla. Ale jeszcze nie. Chyba puki co wolę wrócić do tępego parcia do przodu. Daje to nadzieję na utrzymanie stabilizacji pewnych wartości których jednak (przyznam się szczerze) boję się poddawać próbie. Bo cóż będzie jak potwierdzi się reguła panta rei ...wsztko można zmienić, zakłócić ...lub przypadkiem zniszczyć i pogrzebać. A co jak potem nie będzie powrotu? Głupota bo przecież świadomość i pamięć ciągle przypomina że każda zmiana jest dobra (choć konsekwęcje bywają różne i nie za łatwe ;) Jednak to nie o strach przed konsekwencjami chyba tu chodzi. Bardziej o strach przed utraceniem czegoś raz na zawsze...i żal za tym. Zresztą właśnie między innymi w to nie chce mi się teraz wnikać. Chce mi się tępo pędzić przez miasto w dźwięku szaleńczego rocka lub wiatru (co po uprzedniej wyprawie do kuchni jest już nierealne). Chce mi się spać a jednak jak (o z grozo to już tydzień temu??!!) nosi mnie jak zwykle. Ponieważ rozsądek (w tym wypadku słuszny) powstrzymał mnie przed wyprawą w Małopolskę wprost w otchłań mokrego szaleństwa i wietrznego gniewu niebios, pozostaje mi wyprawa do kuchni. Druga. Drugi głęboki łyk. A potem wczesny sen. A jutro nowy dzień. Nowa szansa. Nowe zadania. Nowa przygoda. Czas działania bo rdzewieje. Lecz wpierw trzeba się naoliwić. Podczas snu się rozejdzie. A brzmiące wspomnienia 3 doors down brzmią tak jak brzmienia nadchodzącego FooFighters kuszą by jednak opóźnić sen i ...pomyśleć tak nad przysłowiem "do 3 razy sztuka", kolejnym spacerem i pobliską stacją benzynową. Od czego jednak silna wola i racjonalizm. A lista tytułów na żółtych karteczkach do zgrania na nową płytę sukcesywnie się powiększa.
sobota, 13 sierpnia 2011
kosmos
bez kitu. stoje wlasnie na podjezdzie,otoczony cykaniem swierszczy, w swietle ksiezyca przebijajacego zprzez strzepy porozrywanych chmur. gdzies z lewej sluchac pluskajacy strumyk. z prawej w oddali ujadanie psa. i te swierszcze. mozna ogluchnac. i mimo totalnego zmeczenia po calym dniu wsparcia rodzicieli w remoncie, kilka paneli bedzie moim wspomnieniem, i mimo trzech baniaczkow krupsniku z ojcem, ku pokrzepieniu strudzonych serc, ciagle mnie nosi. kroki z lewej. i ten ksiezyc. przesladujacy mnie od dziecinstwa. cyklicznie powtarza sie ten sam schemat. pelnia, swierszcze, droga, spacer ,ja. wiecznie. kosmicznie. stale. pieknie. musze to utrwalic. chce to utrwalic. nie musze tego utrwalac. wyryte jesst naprawde gleboko. spacer czas zaczac. naprawde jest kosmicznie...i jeszcze dzwony
piątek, 12 sierpnia 2011
środa, 10 sierpnia 2011
Still
Ząb po raz czwarty wstawiony (daję mu ostatnią szansę i łapię się brzytwy: łączenie adhezyjne i dr Łoza). List z umową wysłany. Motor wstawiony do warsztatu. Soczek wypity. Rower zagarażowany w pokoju współlokatora. Wyjazd na weekend do dom powoli zaczyna być ustawiony. Książka znów w trakcie. Prędkość realizacji zadań wzrasta do satysfakcjonującego mnie poziomu (przy okazji potwierdza słuszność GTD i skuteczności dwuminutuwek...pomijając już mądrość starych stwierdzeń. Depresji mówimy stanowcze zdecydowane nie. Nauczyłem się skracać ją do niebotycznych wymiarów względem długości z zamierzchłych ciemnych czasów. Wiec tylko potwierdzam - kontujemy zmiany, bo efekty są cholernie namacalne. Depresji można powiedzieć zdecydowane nie. Choć wiem że jeszcze nie raz w życiu się zaskoczę. Pocieszające jest to że wiem także że i pozytywnie. Tak czy inaczej można. Bo przecież nic się nie zmienia. Bo przecież niby jestem ciągle tym samym człowiekiem. Tą samą istotą. Ok, trochę bardziej doświadczoną (każdy dzień niesie coś nowego). Ale jednocześnie ciągle czuję się takim młokosem (w dupie byłem i ...ciemność widziałem). Dostrzegam prostą zależność miedzy dynamiką zmian i natłokiem wrzucanych sobie perfidnie do realizacji celów i zadań a stabilnością psychiczną, rozwojem i dojrzewaniem. Tak, bo ja ciągle dojrzewam. Zawsze będę. Tak jak każdy. Subiektywność spojrzenia na to kto jest bardziej dojrzały a kto nie. Bez sensu. Po prostu jesteśmy. Każdy ma swoje poletko doświadczeń. Ja po prostu chcę poszerzać swój obszar dalej. Więc ruszam dupsko, choć naprawdę czasem mi się nie chce. Ale wizja, powoli utrwalany schemat i wspomnienie tego jak jest gdy się pędzi...hehehe...pędząc jesteś jak ogier, stojąc jesteś osłem....hehehe. Wyśpiewane oczywiste oczywistości i mądrości. Prawdziwe, szanowane lub nie, wyśmiewane, bagatelizowane, istotne. Whateva. Co moje to moje. Co Twoje...każdy musi sobie poradzić z swoimi demonami. Ktoś może jedynie przytrzymać za rękę, pomóc, potwierdzić że rozumie (bo tak jest). Tylko dlaczego ja mam taki cholerny brak powszechnego zrozumienia? Pieprzone przyzwyczajenie do tej głupiej potrzeby. Ale i to można zniszczyć. Nie potrzebuję zrozumienia. Szkoda sił i czasu., Wolę pracować nad polubieniem samego siebie. Bo fajny jestem. Bo jestem. Bo. Tak pyzatym to depresji mówimy stanowcze zdecydowanie nie. Go fucking change yourself. You can. Everybody can.
Już mi się nie chce pisać ;) so keep yo head ringin'
Już mi się nie chce pisać ;) so keep yo head ringin'
niedziela, 31 lipca 2011
spać
kolejna nocna fantazja realizmu zycia. Otak!Supr 8. men 's gotta do what man got do! Czyli nocne zycie, nocne przezycie na wlasnosc. A 2 lata i 13 spotkan bywa milym wspomnieniem. a poza tym mam zajebista skore ! bydleca :]
czwartek, 28 lipca 2011
środa, 27 lipca 2011
Cukier
Poranek po nie do końca przespanej nocy obudził mnie szumem deszczu spływającego z rynny. Pierwsze otworzenie oczu: "fuck! plan rowerowy nie wypali". Po 5ciu minutach: drugie otworzenie oczu: "sprawdzę autobusy". Trzecia otworzenie oczu (po regulaminowym i dopuszczalnym w sytuacjach kryzysowych drugim budziku: "a co ja z cukru jestem??" Jest lato. Deszcz nie boli. Wkurw na przesadne wygodnictow i przyzwyczajenie bywa (a przecież ciągle jesteśmy zwierzętami i poza tym że żyjemy w dobie techniki i informacji - ciągle żyjemy na/w matce ziemi, więc nic co naturalne nie jest mi obce). Pozatym przed kajakami (które ze względu na pogodę stoją ciągle pod znakiem zapytania i ewoluują w stronę dynamiczno-spontaniczej akcji jak słonko zaświeci), warto by przetestować czy pelerynka nie przemaka. Nie przemaka ;) za to nauczyłem się kolejnej rzeczy - jak to w nowych "projektach" bywa: nie ważne co zaplanujesz: rzeczywistość i tak Cię zaskoczy. Szybka analiza: peleryna dołem otwarta = klapki = mokre nogi = weź ręcznik i skarpetki. Krótkie spodenki, koszulka + swetr. Spotdnie, koszula, buty standardowo przygotowane w pracy (doświadczenia poprzednich projektów;). Pytanie o czym zapomniałem. I tu własnie odkrycie: nieważne! Biorąc pod uwagę poranek, niewyspanie, szybkośc decyzji i brak doświadczenia z rowerem w deszczu, przewidziałem wszystko co mogłem. Reszta pozostaje żywiołem chwili, który po uwzględnieniu podstawowego założenia: "nie jestem z cukru" ubija perfidnie wszelkiego typu "ale".
Nauki w trakcie: jazda przez głębokie kałuże z rozbryzgiwaną po nogach wodą (jak bym płynął na desce :) lub wielka, zbliżająca się 2 metrowa fala utworzona przez przejeżdżający samochód - bezcenne. Pozatym sznurki z kaptura peleryny najlepiej jest wiązać w kokardkę pod brodą. Dodatkowo: spodenki jednak przemakają ...bokserki też. Tego ostatniiego faktycznie nie przewidziałem ;) Ale wszystko da się rozwiązać na spontanie ;)
Nauki w trakcie: jazda przez głębokie kałuże z rozbryzgiwaną po nogach wodą (jak bym płynął na desce :) lub wielka, zbliżająca się 2 metrowa fala utworzona przez przejeżdżający samochód - bezcenne. Pozatym sznurki z kaptura peleryny najlepiej jest wiązać w kokardkę pod brodą. Dodatkowo: spodenki jednak przemakają ...bokserki też. Tego ostatniiego faktycznie nie przewidziałem ;) Ale wszystko da się rozwiązać na spontanie ;)
czwartek, 21 lipca 2011
papierosy
uwielbiam zapach pokoju po otworzeniu drzwi po uprzednim skonczeniu paczki davidoffow
kawa po piatej
kawa po piatej
środa, 20 lipca 2011
piątek, 17 czerwca 2011
relax
Fanatyczny pościg za celami ma chwilowy postój na regenerację sił. Tylko dlaczego zamiast spać znów rozlałem na podłogę Lecha III-ciego. Cholerne nawyki :) Ale ciężko jest zrezygnować z odkrywania nowych stacji na Otwartej PrzEstrzeNi FM. Dzisiejsze odkrycie: LP ma swoją niezależną stacje 100% LP. Masakra. Uwielbiam kombinacje muzyki-zmęczenia-i-chmielu.
A czas pędzi niesamowicie. Właśnie sięgam pamięcią do czasu 3-dni wstecz. Świeżo po szkoleniu z śmietanką prezencji. WTF? Ludzie mają niesamowicie niezależne klimaty. Piękna spraw. Cygaro pod Millenium Plaza. Bezcenne. 300 stron w dwa dni. Wydawało się nierealne po 5ciu latach po studiach. A jednak. Jestem dumnym teoretycznym PM. Teraz tylko kontynuować plan. Ciągle nie wierzę w to co wierzyć chciałem...że można tak ciągle ewoluować....a CiemnePrzejscie.blog.onet.pl było zaledwie 2lata temu. A to jednocześnie i zaledwie 8 lat mojego dorosłego życia jak i 2 lata z reszty tego co zostało. Kolejny Uśmiech :) Tyle rzeczy do zrobienia. Kocham ten pęd. A wczorajsza pierwsza przejażdżka moim Szerszeniem po Stolycy będzie dłu5go nie do zapomnienia. Celebrowana w pełni Independance'm na zapyziałym acz urokliwym Czerniakowskim skwerku z czasów Grzesiuka, MłodoPolskiego barda-hardcore’a. Pamiętana podobnie jak Waitng For The End rozbijające właśnie teraz w drobny mak przestrzeń powietrza mnie otaczającą - czyli wspomnienie dość świeże (bo ledwie półroczne) treści tygodniowego maratonu na Podkarpaciu z deską na nogach. Uderza sentencja łapania chwil ulotnych jak lotka. Tym bardziej na hornecie :)
A czas pędzi niesamowicie. Właśnie sięgam pamięcią do czasu 3-dni wstecz. Świeżo po szkoleniu z śmietanką prezencji. WTF? Ludzie mają niesamowicie niezależne klimaty. Piękna spraw. Cygaro pod Millenium Plaza. Bezcenne. 300 stron w dwa dni. Wydawało się nierealne po 5ciu latach po studiach. A jednak. Jestem dumnym teoretycznym PM. Teraz tylko kontynuować plan. Ciągle nie wierzę w to co wierzyć chciałem...że można tak ciągle ewoluować....a CiemnePrzejscie.blog.onet.pl było zaledwie 2lata temu. A to jednocześnie i zaledwie 8 lat mojego dorosłego życia jak i 2 lata z reszty tego co zostało. Kolejny Uśmiech :) Tyle rzeczy do zrobienia. Kocham ten pęd. A wczorajsza pierwsza przejażdżka moim Szerszeniem po Stolycy będzie dłu5go nie do zapomnienia. Celebrowana w pełni Independance'm na zapyziałym acz urokliwym Czerniakowskim skwerku z czasów Grzesiuka, MłodoPolskiego barda-hardcore’a. Pamiętana podobnie jak Waitng For The End rozbijające właśnie teraz w drobny mak przestrzeń powietrza mnie otaczającą - czyli wspomnienie dość świeże (bo ledwie półroczne) treści tygodniowego maratonu na Podkarpaciu z deską na nogach. Uderza sentencja łapania chwil ulotnych jak lotka. Tym bardziej na hornecie :)
Ależ matrix wrzuciłem w ether, ale cóż - to mój matrix. Aż dreszcze mnie przeszły. Niesamowicie cieszy fakt możliwości wykorzystania "moderntehnology" do indywidualnej celebracji chwili istnienia. Każdy ma swoją. SoBeIt. Poznajmy się lub i nie - tak czy siak chodzi o uśmiech. Cóż, rozpisałem się kiedy a Lech III'ci sprowadził mnie do stanu gdy bardziej myślę o spacerze na BP po "Niezależność" lub coś innego zawierającego nikotynę, zamiast o ogarnięciu piętrzącego się w moim ulubionym ascetycznym 3x3 burdellu (konsekwencji celowego zacięcia). Whatever. LP brzmi. Lech III ma głos. Ja się uśmiecham. A w czwartek wesele. Świat pędzi. A ja wskakuję na tą łysą habetę i nie pytam. Jadę. I uśmiecham się do świat. Bo jeden czas został mi dany na ten uśmiech. AVE
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Drzemka
ja rozumie pewne rzeczy, ale odcinanie dopływu tlenu, walenie po pysku lub wymioty... az sie boje co będzie jak sie kiedyś obudzę. Bo choc teraz zbiera mi sie na wymioty, to czuje ze mogło by mi sie spodobać...ale póki co. jaaaa pie..ole! wracam do Dokumentu Inicjowania Projektu ;)
ps. i jak tu wchłaniać wiedze kiedy watek raz rozpoczęty jest podtrzymywany odgłosami czyjejś rozkoszy niosącymi sie po sennym letnim podwórku starej ochoty. Nawet nazwa dzielnicy jest zbieżna. nie zmienia to w tym momencie (a nawet powiedziałbym potęguje) wniosek ze jesteśmy francowatymi zwierzętami. Bez kitu. Zaczynam rozumieć swoje chwilowe obrzydzenie. Ja chce być czymś więcej (patrz. człowiekiem). Co dalej w toku myślenia kompletnie nie zmienia faktu ze człowiek zalicza sie do zwierząt wiec prędzej czy później instynkty ożyją...marność nad marnościami, a chwilowa niechęć do typu zwierzęcego pozostaje. Rodzi sie konsekwencja potrzeby medytacji :) naturalnej i jedynej właściwej drogi...lub nie :) Człowiecza dowolność wynikająca z wolnej woli znów przywołuje uśmiech na twarz :)) duuuzy uśmiech
ps. i jak tu wchłaniać wiedze kiedy watek raz rozpoczęty jest podtrzymywany odgłosami czyjejś rozkoszy niosącymi sie po sennym letnim podwórku starej ochoty. Nawet nazwa dzielnicy jest zbieżna. nie zmienia to w tym momencie (a nawet powiedziałbym potęguje) wniosek ze jesteśmy francowatymi zwierzętami. Bez kitu. Zaczynam rozumieć swoje chwilowe obrzydzenie. Ja chce być czymś więcej (patrz. człowiekiem). Co dalej w toku myślenia kompletnie nie zmienia faktu ze człowiek zalicza sie do zwierząt wiec prędzej czy później instynkty ożyją...marność nad marnościami, a chwilowa niechęć do typu zwierzęcego pozostaje. Rodzi sie konsekwencja potrzeby medytacji :) naturalnej i jedynej właściwej drogi...lub nie :) Człowiecza dowolność wynikająca z wolnej woli znów przywołuje uśmiech na twarz :)) duuuzy uśmiech
niedziela, 12 czerwca 2011
odkrycie
to zarzadzanie projektami jest o zarzadzaniu a nie o wytwarzaniu??? wow! to znaczaca zmienia punkt bazowy odniesienia! (197str.PRINCE2)
środa, 1 czerwca 2011
slonecznik
lasu szuuum (a w zasadzie drzewa za oknem), ptakow spieeew (choc w sumie przestaje je slyszec bo burza nadciaga), dzika pasjaobjadaniasieslonecznikiem ciagle trwa...
Herbatka na bialej pufie z podrecznikiem zawierajacym pokazny zasob wiedzy do wykorzystania ktory naprawde chcialbym zglebic i co najwazniejsze w praktyce wykorzystac. Probelm w tym ze zmeczenie materialu powoduje chwilowe zawieszki nad prostymi rzeczami
chocby nad faktem czy herbata pisze sie przez samo czy cecha. ok. odpoczalem, go to work.
Herbatka na bialej pufie z podrecznikiem zawierajacym pokazny zasob wiedzy do wykorzystania ktory naprawde chcialbym zglebic i co najwazniejsze w praktyce wykorzystac. Probelm w tym ze zmeczenie materialu powoduje chwilowe zawieszki nad prostymi rzeczami
chocby nad faktem czy herbata pisze sie przez samo czy cecha. ok. odpoczalem, go to work.
poniedziałek, 30 maja 2011
Rower
Przygotowuję się właśnie na spotkanie w Orlenie, zastanawiając się raz jeszcze po co to wszystko, gdy wtem zza otwartego okna słyszę przechodzące dzieciaki:
- Dziewczynka (spokojnym acz dumnym tonem): "a ja mam najdroższy rower w klasie"
- Chłopczyk (wzburzony, bełkoczaco-kipiący): "najdroższy??!! Ty byś widziała ile kosztuje rower mojego brata lub ojca"
- Dziewczynka, niezmiennie tym samym tonem: "ale ja mówię o klasie".
I odwieczne pytanie - gdzie "być"? Albo lepsze - "jak utrzymać balans". Bo mieć też chce. Będąc. So, show me the money! Choć głęboki smutek powodują takie teksty. Tak jak puste kapliczki w których już nikt nie chwali łąk umajonych. Świat się zmienia? Zatraca? Mi wydaje się pulsuje...a my durni czujemy się tacy ważni. Niech tam będzie. Ale koniec z włażeniem na moje podwórko. Nikt nie szanuje posadzonych tam róż. Zamykam się więc na spusty czy i ruszam w podróż. Rowerem kupionym prawie dekadę temu za kosmiczne 500 PLN. A gdy znów wrócę już nie zapomnę odezwać się i upomnieć. Lubię swój ogródek i rosnące w nim róże. Są moje.
- Dziewczynka (spokojnym acz dumnym tonem): "a ja mam najdroższy rower w klasie"
- Chłopczyk (wzburzony, bełkoczaco-kipiący): "najdroższy??!! Ty byś widziała ile kosztuje rower mojego brata lub ojca"
- Dziewczynka, niezmiennie tym samym tonem: "ale ja mówię o klasie".
I odwieczne pytanie - gdzie "być"? Albo lepsze - "jak utrzymać balans". Bo mieć też chce. Będąc. So, show me the money! Choć głęboki smutek powodują takie teksty. Tak jak puste kapliczki w których już nikt nie chwali łąk umajonych. Świat się zmienia? Zatraca? Mi wydaje się pulsuje...a my durni czujemy się tacy ważni. Niech tam będzie. Ale koniec z włażeniem na moje podwórko. Nikt nie szanuje posadzonych tam róż. Zamykam się więc na spusty czy i ruszam w podróż. Rowerem kupionym prawie dekadę temu za kosmiczne 500 PLN. A gdy znów wrócę już nie zapomnę odezwać się i upomnieć. Lubię swój ogródek i rosnące w nim róże. Są moje.
niedziela, 22 maja 2011
Hipokryzja
Poranne oczyszczenie z nutką edukacji w swerze pokory. Oj trochę mnie kosztowało by nie wybuchnąć w kratki konfesjonału tekstem „chyba cię popierd…”, ale uznałem to za szczyt hipokryzji spowiadać się z przejawów pychy i jednocześnie nie wysłuchać do końca co ktoś kompletnie nieznający sytuacji ma do powiedzenia. W sumie sam o to prosiłem. Bardzo ciekawe doświadczenie. Subiektywność bywa jednak też inspirująca. Zresztą, co jest obiektywne?
Rzecz druga: uczyć efektywności tracąc zbyt dużo czasu na przygotowanie materiałów. Ja rozumie że szewc bez butów chodzi ale trzeba wdrożyć standaryzację procesów…i ograniczyć ilość pomysłów na sekundę.
Na koniec ukłucie i wniosek. Prowokujesz sytuacje, zastanawiasz się co będzie w przypadku A i B. Wychodzi jeden z nich i Twoja reakcja znów Cię zaskakuje. Po pierwsze ukłucie szybko znika rozproszone logicznym rozumowanie (a jednak da się;) Po drugie próbujesz zinterpretować sytuację i wyciągnąć wnioski, ale jedyny rzeczowy który możesz wyciągnąć to nie wyciągać wniosków. Po trzecie uśmiechasz się bo po raz kolejny bo przekonujesz się że jednak można. Tak się zmienić, jak i nauczyć. Fajna sprawa, choć ukłucie znowuż zahaczyło o hipokryzję. Konkluzja ostatnich dni jest parafrazą dr Housa: „wszyscy jesteśmy małymi hipokrytami”. Osobista: źle chyba nie jest bo poza uczuciami liczą się czyny. Co nie oznacza że nie warto się doskonalić. Warto. No i żyć. Więc idę przywitać słońce i rozruszać kości.
ps.Wikipedia mówi: Hipokryzja: zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych.
Niestety mówi też że Hipokryzja jest stałą cechą ludzkich społeczeństw. Wynika ona z jednej strony z konfliktu między indywidualnym interesem poszczególnych osób i normami moralnymi panującymi w danym społeczeństwie, a z drugiej strony z konfliktu między normami obyczajowymi i moralnymi.
Cholernie długa i ciężka droga do tej doskonałości moralnej.
22:23 ...masakra ile można niepostrzeżenie zjeść słonecznika wieczorem
23:40 ... no i zajebiii jest jak nie ma nikogo w domu. Tak, jednak bywam pustelnikiem
22:23 ...masakra ile można niepostrzeżenie zjeść słonecznika wieczorem
23:40 ... no i zajebiii jest jak nie ma nikogo w domu. Tak, jednak bywam pustelnikiem
sobota, 21 maja 2011
transform
Poranne sobotnie śniadanko - jak trzeba. Jak też trzeba w sobotę rano - wyprawa do pracy: dzień poukładania i planowania. Czas działania. Kwintesencją jednak była 2,5godzinna odnowa biologiczna, albo regeneracja mięśni. Czyli Kafarska siłka nieopodal (coś tam spróbowałem pomachać), basen (spróbowałem się nie utopić zmęczony siłką) i sauna. Generalnie kartę perfidnie wypowiedziałem więc trzeba ja na maxa wykorzystać. Regeneracja jak się patrzy. No i ta myśl po wyjściu. Ty nie masz szkoły. Ja mam puste mieszkanie. Bezsensem jest że nie może do niczego dojść. Ale rozumiem. Co nie oznacza że nie mogę tego na głos powiedzieć. Mogę. Więc mówię. Wariant pośredni: to choć sie spotkajmy na Woodym Alenie. Dobrze jest móc się do kogoś odezwać. Końcówka kulturalna: wiadomości. Otępienie mija - zaczynam bardziej lubić ten stan od otępienia które przecież też tak kocham. Paranoja jakaś. Cieszy oddech lata na plecach. Pierwszy spacer w którym stopy mogły nacieszyć się świeżością dnia na równi ze mną - z OSiRu wybiegłem z butami w rękach. Czas zmian nadchodzi. Czuję to w kościach. Znowu. Czas transformacji. Kolejnych. Yeah! A do tego wszystkiego ten nowy trailer Transformersów. Coś z dziecka na zawsze w facetach zostaje. Oglądnąłem go 3 razy. So, i go change myself. Again…a może: still changing…albo najlepiej: changeling ;]
piątek, 20 maja 2011
1529
1529tego notowania listy przebojow programu trzeciego odsluchalem na laweczce w parku szczesliwickim. Dzien dobiega konca. Dziwna pustka w glowie pezesladujaca mnie od jakiegos czasu, ale i powoli odradzajacy sie spokoj podszyty wspomnieniami. Pamietam jak sluchalem tysiecznej listy wracajac autobusem z liceum, tuz przed matura. Masakra. piekne jest stalosc tego programu. monumentalna stlosc. Dobrze ze Niedzwiedz wocil. Niektore rzeczy chyba musza byc stale.
kurcze...znow nie chce mi sie ruszac :)p
(po chwili spokojnej zadumy)
nooo dooobra - ide pobiegac :)
ps. a pisalem ze wczoraj kupilem motor?
na dzis polecam
people get ready eva cassidy
kurcze...znow nie chce mi sie ruszac :)p
(po chwili spokojnej zadumy)
nooo dooobra - ide pobiegac :)
ps. a pisalem ze wczoraj kupilem motor?
na dzis polecam
people get ready eva cassidy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
