wtorek, 20 września 2011
jedzenie
sniadania nie jem...obiadu nie jem...kolacji nie jem...a w nocy nie spie bo chce mi sie jesc :) dzisiejsze nocne wcinanie sponsoruje popaprany umysl, literka A, oraz makrela z puszki w sosie pomidorowym z chlebem (na stojaco przy zlewie). Mniam! Pozatym naprawde wszystko dobrze. zadziwiajaco wszystko dobrze. ...could it be?? dont belive it. ...a w nocy nie spie...jak bardzo bym chcial...moze literka A pomoze. moze...to nie morze, to zalew :)))
czwartek, 15 września 2011
żaba
Wrzucasz sobie zadanie. ..a w zasadzie projekt. Wiesz że łatwo nie będzie ale rozwojowo na pewno. Wiesz że zaboli ale jeszcze tego nie czujesz gdy wrzucasz. Potem zaczyna sie pojawiać pierwszy symptom (równolegle z pierwszym efektem). Wiesz też że to wierzchołek góry lodowej i niedługo dosięgnie Cię ręka niezmiennego prawa przyczynowo-skutkowego. I zastanawiasz się po kiego, grzyba? To jest łatwe do zdiagnozowania rano pod prysznicem, gdy chlapnie się parę browarów wieczorem czytając cudze blogi. Chcesz mieć na drewniany stół w domu. No i to wrodzone poczucie potrzeby doskonałości i bycia najlepszym :) które owszem frustruje sporadycznie ale jest jednocześnie Twoją siłą napędową, o czym zdajesz sobie bardzo dobrze sprawę. Ciekawszym pytaniem jest poszukiwanie wśród tej frustracji czegoś pozytywnego. Bo wracasz do domu po pracy, wiesz że darmo nie siedziałeś, coś zrobiłeś, ale tak jakoś...cholera...coś nie pasuje tu. Jak zawsze mogło by być lepiej, owszem. Ale to nie argument by się uśmiechnąć. Więc pijesz dalej próbując włączyć hard reset. Guzik dawno swoją drogą nie używany (zakurzył się trochę i pordzewiał polewany tylko sporadycznie łyczkiem ballantiesa przy okazji wieczornych spacerów do lodówki). No więc wciskasz go z całej siły jak zawsze zapadając w noc coraz głębiej (mimo że od paru dni organizm krzyczy ciągle spać...mimo iż o 21:00 myślałeś że to będzie ta-godzina-w-ktorej-zasne). No i pod tym samym prysznicem rano, gdy myśli jeszcze kleją się i zwalniają zaczyna Ci się układać. O żeszty! ...pieprzony Parkinson...i żaba. Uświadamiasz sobie że jesz kurna właśnie tę wielką żabę co dziennie, i faktycznie dzieje się magia, bo Parkinson i jego nożyce czasu wpadły w ruch i powycinały te wszystkie mniejsze rechoczące z ciebie france. Yeah! To powoduje uśmiech. Ponowną motywację. ...tym bardziej że zbliża się weekend ;) (tu akurat piernik do wiatraka nic nie ma...dygresja w najczystszej odpryskowej postaci).
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z, gdzie x - praca, y - rozrywki, z - umiejętność trzymania języka za zębami.
poniedziałek, 12 września 2011
golonka
wieprzowa z puszki z plasterkiem cytryny. jakies masakryczne smaki mnie opetaly. wogole czuje sie ostatnio jak jakis opetany...jak nie ja. jakis taki ped mnie opetal. chyba powinenem sie zatrzymac i zastanowic. a moze lepiej nie...spotkanie z Gregiem dzis cholernie mnie zainspirowalo. znow. Jakas pieprzona kumulacja podroznikow. Kenia, Szwajcarja, Indie Bartka. Seatle Grega. Turcja. Ogolnie caly swiat. Fuck. co z tego bedzie? co by nie bylo ja ide za glosem (a w zasadzie krzykiem) organizmu. SPAC!!.i mimo iz standardowo mnie nosi (jakis taki dziwny sprzeczny program w glowie mam), to jednak zasne. bo nie lubie byc niekumaty
...i nawet ten rozpaczliwy placz...a w zasadzie lament zranionego kochajacego serca zza sciany totalnie mi nie przeszkodzi. pieprzona znieczulica mnie obezwladnia z kazdym dniem. zapadam sie w nia jak w magme....albo raczej w bloto bo to nie pali...to po prostu jest lepkie, zimne i zastygle. to pochilipywanie, tak niekontrolowane, bolesne, obezwladniajace, rozpaczliwe, tragiczne jakby swiat sie skonczyl...jest mi obojetne. przywoluje wspomnienia. tak tego jak trzymalem w ramionach kogos kto z mego powodu tak kwilil...jak i w spomnienia jeszcze w czesniej...te ktore pozwalaja zrozumiec...a jednoczesnie tworza ten pieprzony mor obojetnosci. ..a ja naprawde mialem pisac tylko o golonce...skad mi sie to pieprzeni
e o niczym bierze...bo to przeciez jest nic...ide spac bo mnie agresja dopada...raczej z zmeczenia..ale nigdy nic nie wiadomo
po chwili namyslu, to wszystko przez to ze mi sie komorka pieprzy! over out
..Jezuuu...odkrywam chyba objawy cynizmu i nie wiem czy mam sie z tego cieszyc czy nei...ale w ogolnym rozrachunku lubie swoj wszechswiat...ma6scian i to jest tak: podloga i sufit + 4sciany z boku....oprocz mnie nikt w nim tu nie mieszka...wyobraz sobie szescian a w srodku siedze...ja
...i nawet ten rozpaczliwy placz...a w zasadzie lament zranionego kochajacego serca zza sciany totalnie mi nie przeszkodzi. pieprzona znieczulica mnie obezwladnia z kazdym dniem. zapadam sie w nia jak w magme....albo raczej w bloto bo to nie pali...to po prostu jest lepkie, zimne i zastygle. to pochilipywanie, tak niekontrolowane, bolesne, obezwladniajace, rozpaczliwe, tragiczne jakby swiat sie skonczyl...jest mi obojetne. przywoluje wspomnienia. tak tego jak trzymalem w ramionach kogos kto z mego powodu tak kwilil...jak i w spomnienia jeszcze w czesniej...te ktore pozwalaja zrozumiec...a jednoczesnie tworza ten pieprzony mor obojetnosci. ..a ja naprawde mialem pisac tylko o golonce...skad mi sie to pieprzeni
e o niczym bierze...bo to przeciez jest nic...ide spac bo mnie agresja dopada...raczej z zmeczenia..ale nigdy nic nie wiadomo
po chwili namyslu, to wszystko przez to ze mi sie komorka pieprzy! over out
..Jezuuu...odkrywam chyba objawy cynizmu i nie wiem czy mam sie z tego cieszyc czy nei...ale w ogolnym rozrachunku lubie swoj wszechswiat...ma6scian i to jest tak: podloga i sufit + 4sciany z boku....oprocz mnie nikt w nim tu nie mieszka...wyobraz sobie szescian a w srodku siedze...ja
odkrycie
wiem (chyba:) do czego przez te 28lat zmierzam(szegolnie w ostatnich 10ciu latach, kiedy czulem ze to cos jest,ale nie potrafilem tego nazwac). dzis sprubuje, bo zaczyna sie to ubierac w slowa. daze do swiadomosci. do swiadomego podejmowania decyzji. i niby to takie normalne, ale w ukaldance zawsze mi czegos brakowalo. swiadome podejmowanie decyzji ale w kontekscie mojej osobowosci i wszelkich okolicznosci genetycznej przyrody i innych uwarunkowan. a tu juz jest gorzej. swiadome decyzje podejmowac zdaje sie mozna ale na ile one sa faktycznie swiadome a na ile podyktowane naszym uwarunkowaniem psychicznym? w dupie mam swoje uwarunkowanie psychiczne (albo przynajmniej jego czesc ktora mnie ogranicza). decyzje maja byc takie by byly najlepsze dla mnie i nie ranily innych (w miare oczywiscie mozliwosci). grunt w tym ze taki poziom swiadomych decyzji wymaga dobrego poznania samego siebie, swoich uwarunkowan, i jasnego rozdzielenia co jest czyms co warto rozwijac a co nas niszczy i ogranicza. a te cholery (uwarunkowania) sie maskuja i czasem przybieraja forme przeciwna do faktycznej. ale ja was ogarne. jestem juz coraz blizej...you have come long way baby! so far so good. idziemy dalej ;)swiatelko w tunelu jest coraz jasniejsze. a na koncu nagroda:cisza i spokoj wewnetrzny....zaczynam biec ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)