poniedziałek, 30 stycznia 2012

Coś

Pękło. Coś sie zmieniło. Coś nowego. Coś...spokojnego. Rozumiem....rozumiem? Rozumiem! Na pewno czuje. Na pewno sie usmiecham. Na pewno jestem. Na pewno wiem. Na pewno pamietam. Na pewno ... Znam. A jednoczesnie nie....czy to wspomnienie czy marzenie....na pewno dążenie. Na pewno pragnienie. Na pewno spokoj.
I znowu to uczucie....wiem co mam robic. Juz wiem. Jade do domu...a potem wroce.

Coś sie zbliża
Powoli.
Wszystko ma swoj takt. Poczatek. Etap. Krok. Powoli... Juz niedlugo pozbieram mysli. Czuje jak to sie zbliza.
Ile jeszcze we mnie wiary... W chuj :)
Obezwladniajaca sila dnia...w tym narodowej pasztetowej.
Wlosy dyndajace na ekranie...heheheh...co sie patrzysz :)p
Kurwa jest moj! :)p :)p ...spieprzaj (czule:) ...ciule (papieskim slangiem)

środa, 25 stycznia 2012

cudnie

To, że galaktyczny podmuch zniszczy cywilizacje to nie jest dostateczny powód, by wybuchać płaczem.Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Byle do siedemnastej. Dla mnie też za długa zima i zła. Dla mnie też, ale przyznaj, że w sumie się żyje cudnie. I przestań wyć! Przestań wyć! Przestań płakać!

wtorek, 24 stycznia 2012

sen

Gdzie jestem? Czy to faktycznie byla prawda? Slowa,zagadki,smiech stadny,woda,plastik,dym,ogien.Wczesniej zmeczenie,porany autopilot na zamrozonych szybacz w szalenczym pedzie niewiadomo gdzie (skoncentruj sie na niewidocznej bialej linii). Dystans w pracy jako wynik niepewnosci czy poczulem to uszczypniecie czy mi sie zdawalo. Fotel przed monitorem. Pizza w kuchni. Albo truskawki. Pokoj. Spokoj. Banany. Pomelo. Plomien. Ostatnia paczka fajek. Kurwa, co to bylo? Pomarancza :) neee, to banka spekulacyjna (patrz:wielki kryzys)...spij do cholery. Niewazne, jestem zmeczony ale bylo zajebiscie. Pokoj (spokoj?) wyrwany z zakamarkow wlasnych wspomnien. Czyj tan pokoj,..spokoj. gdzie to ja bylem...w Bydgoszcy? NowymYorku? Seatle? Pokoj, krzeslo, monitor, sterta ksiazek, wieszak, parapet, niedomykajace sie okno, kuchnia. Czy ta golarka faktycznie lezy w szufladzie obok? Jest teraz na wyciagniecie reki. Namacalny dowod ze oszalalem. Spokoj. Jak to mowi Rojek...to nie byl On. Jestem. Zyje. Usmiecham sie. Odpoczywam. Odpoczywam? Zaczne. Maszyna. Ta pieprzona maszyna nowy nabytek G jest zajebista. Musze naostrzyc deske. Dojechac jutro do lodzi. Pomyslec. Nie chce. Nie chce myslec. Chce zjesc ten jogurt z mussli. Kurwa mac. Spac! ... Łódź

If

If there is anybody who hate you for no reason
....give that motherfucker a reason

:)

ByJ

sobota, 21 stycznia 2012

Patrz

jak cudnie przelewa się urodzaj...
Strzępy rzeczywistości. Azyl. Sól. Kostki lodu w szkle. Pomarańcza. Śmiech. Parapet. BP. PallMall. Historie. Ruchliwość vs. bieda. Śmiech. Muzyka. Spokój. Bez zbędnych pytań.

Historia przestaje istniec. Nowe rozdanie. Platki sniegu i dubstep. Prostota rzeczy.

sobota, 14 stycznia 2012

spiskowcy

Rozkoszni... Wsrod walajacych sie tostow,pustych butelek gruzinskiego wina, paczek fajek, usmiechnietych mordek i blad pieknosci....odnajduje spokoj.

klaskaj

Uwielbiam otwierac drzwi auta po czym wymiatywac snieg z siedzenia i progu. jeszcze... Ziomo witaj! Nigdy w nie przestalem w Ciebie wierzyc,choc prawie stracilem nadzieje.

piątek, 13 stycznia 2012

tekstowo

Jestem graczem, ale gram w gry raczej. Gdy rym ma wiele znaczeń to go nie tłumaczę. I czaczę kumam jak miecze Turman Uma Jak Man Materna skecze, jak Apacze narzecze. Na życie patrzę, na lepsze mam plan i pieprzę, jest tak a nie inaczej, bedzie tak jak ja zechcę. Na razie nie chcę przepychać sie przez bogaczy. Za duży stres jest, za mały zysk jest, zobaczysz. Kolejne kwestie zabrały dzień cały w mieście. Padam na pysk gdzieś za groszy 200. Zawieźcie mnie do domu, mam dom uwierzcie, mam tam komu pomóc nie być samemu nareszcie. Mam pierścień, bo mam podejście, nie kasę. Mam szczęście - ją. Będę miał z nią dom i basen ziom, dom z tarasem, to przyjdzie z czasem. Tymczasem mam wejście tam gdzie jest miejsce z hałasem. Każdy zna Interesy na esemesy Każdy gra O swoje 2 mercedesy Każdy ma Okresy hossy i bessy Każdego dnia Ostre stresy ma Jestem hastler, ale bardziej Alszer oficjalnie. Nic w słuchawce - nic na karcie. Twardziel - dil na ławce nielegalnie. Mam cię! Będziesz odpowiadał karnie! Znam cię, słuch zaginął - nie ma słuchu, palcie, znów zawiną paru druhów, chwalcie się z buchów, spowiadajcie się z ruchów, opowiadajcie, z okruchów tych miasto duchów… Lata miną, tak jak Tede przewinął, że to jak z trzecią szyną w metrze - niebezpieczne. Co z rodziną, będzie Hiroszimą, ten dzień im upłynął i wyleciał w powietrze. Pieprzę, nie pamiętam co było, elementarz - po co gdzie i z kim się chodziło nie pamiętasz, to po pierwsze, to jak miłość, jak szerszeń się wbiło, nie pamiętasz… Jestem gangsterem, to nie znaczy, że cię zastrzelę, gdy kozaczysz, krzywo patrzysz, niewiele znaczysz i tak, no tak, to fakt, a jak tak, to fuck! Znam smak twojej rozpaczy: Jesteś zerem, też byłem, teraz mam cele(ę) - tą, czy te, coś łączy je - nadzieje szczere, aż skończy się oczekiwanie, człowiek! Ty rób swoje, ja robię swoje w swojej głowie. Jestem panem swego losu, amen. I nie słucham osób, które sieją w głowie zamęt, Słucham swego wewnętrznego głosu, to fundament. Biorę co mi dane, robię z tym co mi pisane. Jestem bogiem - ja to powietrze, woda, ziemia, ogień. Mam w sobie to co ma każdy człowiek na całym globie. Mam w sobie pytanie i odpowiedź po połowie. Żyję jak żyję, krzywdy nikomu nie robię.

czwartek, 12 stycznia 2012

Śmiało

Kot sie do mnie łasi. Drepcze po mnie i szmyra pyszczkiem :) Oglądałem taki film. Z przed 10lat. Dwojka staruszkow w bialym domu. Las i woda. Obok jeszcze starsi staruszkowie z synem. Sielsko sobie zyja. Jednak pewna sila sprawila ze zamieszkali wspolnie, nowszy 3pietrowy dom, oddali w uzytkowanie turystow. Tydzien pobytu 15 ludzi. Do wykorzystania spacery, grzybobranie, rzucanie zabami, oraz kino, restauracja, salon, salon gier, guady, paintball, scianka, basen, jackuzi, zjezdzalnia i pare innych spraw. Wszystko wykreowane za domem. Zainteresowani?

wtorek, 10 stycznia 2012

Telenowela

W oparach absurdu po 7mym browarze (3 zgubilem wiec liczy sie za 4 choc ostatnie jeszcze w 3/4-ych). Belchatow AD 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza sciany (impreza somsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralnosc, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafil, a ja znajduje sie w tej misji. Tworze swoja wlasna rzeczywistosc. Dokladniee tu w koncie na krzeselku z browarem na stole i muzyka w tle. Rozpieram sie na krzeselku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na somsiednim...przerwa...ktos zaatakowal rozmowa. Szef. Na rowni wyjebane ma na wszystko (sorry, pewne standardy i zachowania) jak ja. Lubie swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy sie (lub nie) w kontekscie i formie oraz dazeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia slubna, zdjecia dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujace rozterki ze ja ja chce ale ona uwarza mnie za wiesniaka ale robimy slub na wakacjach. Swietlana przyszlosc. Ale znalem kiedys kogos kto zalozyl sie z swoja zona ze moj uwczesny zwiazek nie przetrwa. Kurestwo. Albo swiatle i wyprzedzajace mnie spojrzenie w przyslosc. Zaslepienie obrazowane prze obcych wkurwia, tym bardziej ze sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumiec i pod koniec nie wiesz juz czy bardziej wkurwia cie swoja glupota czy prawda. Zygac sie chce. Kolega ktory podbija ze ma dla mnie towar...neeee, ja mam dziewczyne :) Ale i tak zaraz pojede poruszac nozka. A co. Na przekor i na pochybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktos lubi ruszac nozka, bo mam wyjebane. Choc okazuje sie nie na wszystko. Sa wartosci. Jest..kurwa. wlasie przyszed Pawel, i podwazyl moja teoria na temat indywidulnosci mojego bloga. Jebancuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakrze bede musial wejsc z nim w polemike, standardowo przekonujac...sorry, obrazujac, swoj punkt widzenia. Ja mam dac wyslij, a on poszed po sok, jak wroci....wbijam na parkiet po uprzednim oproznieniu kufla....too beee continued
...gdzies po drugiej...
Nie potanczylem, za to przeprowadzilem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku po myslow na przyszlosc i rozwoj. I juz nie wiem co mnie bardziej wkreca.... Przyszedl kolega z dawnych lat z browarem i historia swojej coreczki...pogadamy...ale go nosi...wiec moze jednak parkiet?
...trzecia piedziesiat dziewiec....
Kolega obija sie o kabine prysznicowa. Ja wspominam na swiezo dyskusje z obcym menadrzerem pod ktorym bym w zyciu nie chcial byc. Po interwencji w windzie, kiedy to lysy staral sie obrazic kolege z pracy wyzywajac go od piekarzy, spotkalem lysego chwile pozniej w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na polske i wrogow z zachodu i wschodu dolalo oliwy do ognia ktory zaplonal na zewnatrz odpalajc mojego fajka. Wiedzialem na pierwszy rzut oka co mam przed soba ale jego slowa dopelnily czary. Bagatelizowanie roli liniowych pracownikow, swiadomych swojej roli przyczyniajacej sie do wzrostu ogolnego dobrobytu gospodarczego potwierdzilo przypuszczenia. Spojrzenie managera, ktory kalkuluje ze jego pracownicy maja pracowac dla jego rodziny jest slabe. Owszem realene. I przytaknalem jebancuchowi na to kilka razy. Bo wiem jak jest. Ale brak zrozumienia dla argumentu wyzszosci swiadomych swojej roli w tym calym lancuchu pracownikow, w kontekscie dazenia do celu jakim jest solidarny i swiadomy rozwoj spoleczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracajacych uwage od klopotliwego watku, uwolnilo poklady emocji ktore zmobilizowaly brac do objecia patronatu nad akcjia. Potrzeby nie bylo, choc milo jest poczuc poparcie. Wszak jestem dyplomata. Choc mialem ochote pojsc na noze, przyznam (jeszcze duuzo musze sie nauczyc). Wiele czynnikow wplynelo na agresje, chocby fakt stwierdzenia ze moj umysl jest przesaczany medialna papka (choc od 4lat nie mam tv, starajac sie szukac roznych zrodel informacji i wybierajac droge srodka ktora jest zbierzna z moim ja-osadem. Nie nawidze hipokrytow ktorzy mowia ze sluchaja majac calkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale lysy juz spi. Mi pozostaja nowe doswiadczenia. Wiele bo dyskusja byla dluga. Szkoda nudzic. Wiec machnalem reka, widzac nierefermowalny pion jakiejs organizacji, i kierujac sie w strone pobratymcow, ktorzy tez nawet nie dotkneli sedna sprawy, ale byli solidarni. Juz widze jak zespol lysego staje za nim murem :) taaa. Potwierdzam rodzace sie przekonanie ze nie z wszystkimi musze sie lubic (i zgadzac), oraz to ze pewne pokolenie musi zniknac by mozna bylo zrobic skok cywilizacyjny. Choc nie umniejszam roli strego-lysego. Zyjemy w czasach w ktorych organizacje potrzebuja chui. Zastanawia mnie pytanie czy faktycznie nasze czlowieczenstwo moze ewoluowac do formy optymalnej. Czy moze zawsze takie sytuacjie beda mialy miejsce. Historia pokazuje ze mam sie czego obawiac. W kazdym razie, impreza dobiegla konca. Przed podnaszacym cisnienie lysym byl "good fealing" ktory wytoczyl na parkiet lawine mojej energii. Na cale 4min. Pozatym kolega odkryl dwie rzeczy: a) ze jest jeszcze w grze i potrafi wyrywac panienki b) jest nudysta. I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmialo: a) bylem grzeczny (bo chcialem...podoba mi sie to uczucie:) b) ciagle lubie kolege...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przeblyskach czlowieczenstwa, stwierdzi (poobijany przez kabine prysznicowa) ze jednak musi przemyslec swoja pozycje. G! Sie odmeldowuje. Czas spac. Za 3,5h czas wstac na basen. Taaaa.

(awarenessesstreamByG)

W oparach absurdu po siódmym browarze (trzy zgubiłem, wiec liczy się za cztery, choć ostatnie jeszcze w trzech-czwartych).
Bełchatów Anno Domini 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza ściany (impreza sąsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium!). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralność, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafił, a ja znajduje się w tej misji. Tworzę swoją własną rzeczywistość. Dokładnie tu, w koncie na krzesełku, z browarem na stole i muzyką w tle. Rozpieram się na krzesełku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na sąsiednim.
Przerwa.
Ktoś zaatakował rozmową.
Szef. Na równi wyjebane ma na wszystko jak ja. Lubię swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy się (lub nie) w kontekście i formie oraz dążeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia ślubna, zdjęcia, dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujące rozterki, że ja ją chcę ale ona uważa mnie za wieśniaka, ale robimy ślub na wakacjach. Świetlana przyszłość. Znałem kiedyś kogoś, kto założył się z swoją żoną, że mój ówczesny związek nie przetrwa. Kurestwo. Albo światłe i wyprzedzające mnie spojrzenie w przyszłość. Zaślepienie obrazowane przez obcych wkurwia, tym bardziej, że sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumieć i pod koniec nie wiesz już czy bardziej wkurwia cię swoja głupota czy prawda. Rzygać się chce.
Kolega podbija, że ma dla mnie towar, neeee, ja mam dziewczynę :) Ale i tak zaraz pójdę poruszać nóżką. A co. Na przekór i na pohybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktoś lubi ruszać nóżka, bo mam wyjebane. Choć okazuje się, że nie na wszystko. Są wartości. Jest... kurwa... właśnie przyszedł Paweł i podważył moją teorię na temat indywidualności mojego bloga. Jebańcuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakże będę musiał wejść z nim w polemikę, standardowo przekonując, nie, raczej obrazując, swój punkt widzenia.
Ja mam dać WYŚLIJ, a on poszedł po sok, jak wróci, wbijam na parkiet, po uprzednim opróżnieniu kufla.

Too beee continued …

02:00
Nie potańczyłem, za to przeprowadziłem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku pomysłów na przyszłość i rozwój. I już sam nie wiem, co mnie bardziej wkręca.
Przyszedł kolega z dawnych lat z browarem i historią swojej córeczki. Pogadamy. Ale jego nosi, więc może jednak parkiet?

03:59
Kolega obija się o kabinę prysznicową. Ja wspominam na świeżo dyskusję z obcym menadżerem, pod którym w życiu nie chciałbym być. Po interwencji w windzie, kiedy to Łysy starał się obrazić kolegę z pracy, wyzywając go od piekarzy, spotkałem Łysego chwilę później w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na Polskę i wrogów z zachodu i wschodu dolało oliwy do ognia, który zapłonął na zewnątrz, odpalając mojego fajka. Wiedziałem na pierwszy rzut oka, z kim mam do czynienia ale jego słowa dopełniły czary. Bagatelizowanie znaczenia liniowych pracowników, świadomych swojej roli przyczyniającej się do wzrostu ogólnego dobrobytu gospodarczego, potwierdziło przypuszczenia. Spojrzenie menadżera, który kalkuluje, że jego pracownicy mają pracować dla jego rodziny, jest słabe. Owszem, realne i przytaknąłem jebańcuchowi na to kilka razy, bo wiem jak jest, ale brak zrozumienia dla argumentu wyższości świadomych swojej roli w tym całym łańcuchu pracowników, w kontekście dążenia do celu, jakim jest solidarny i świadomy rozwój społeczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracających uwagę od kłopotliwego wątku, uwolniło pokłady emocji, które zmobilizowały Brać do objęcia patronatu nad akcją. Potrzeby nie było, choć milo jest poczuć poparcie. Wszak jestem dyplomatą. Choć miałem ochotę pójść na noże przyznam (jeszcze dużo muszę się nauczyć). Wiele czynników wpłynęło na agresje, choćby stwierdzenie, że mój umysł jest przesiąknięty medialną papką (choć od czterech lat nie mam tv, staram się szukać różnych źródeł informacji i wybieram drogę środka, która jest zbieżna z moim ja-osądem). Nienawidzę hipokrytów, którzy mówią, że słuchają, mając całkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale Łysy już śpi. Mi pozostają nowe doświadczenia. Wiele, bo dyskusja była długa. Szkoda nudzić. Więc machnąłem ręką, widząc niereformowalny pion jakiejś organizacji i kierując się w stronę pobratymców, którzy też nawet nie dotknęli sedna sprawy, ale byli solidarni. Już widzę jak zespól Łysego staje za nim murem :) taaa.

Potwierdzam rodzące się przekonanie, że nie ze wszystkimi muszę się lubić (i zgadzać), oraz to, że pewne pokolenie musi zniknąć, by można było zrobić skok cywilizacyjny. Choć nie umniejszam roli starego-Łysego. Żyjemy w czasach, w których organizacje potrzebują skurwysynów.
Zastanawia mnie czy faktycznie nasze człowieczeństwo może ewoluować do formy optymalnej. Czy może zawsze takie sytuacje będą miały miejsce. Historia pokazuje, że mam się czego obawiać. W każdym razie impreza dobiegła końca. Przed podnoszącym ciśnienie Łysym był "good fealing", który wytoczył na parkiet lawinę mojej energii. Na cale cztery minuty. Poza tym kolega odkrył dwie rzeczy:
a) że jest jeszcze w grze i potrafi wyrywać panienki
b) jest nudystą.
I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało:
a) bylem grzeczny (bo chciałem...podoba mi się to uczucie:)
b) ciągle lubię kolegę...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przebłyskach człowieczeństwa, stwierdzi (poobijany przez kabinę prysznicową), że jednak musi przemyśleć swoją pozycję.
G! się odmeldowuje. Czas spać. Za 3,5h czas wstać na basen. Taaaa.

(CorByC)

sobota, 7 stycznia 2012

Australia

Siedzac w Pultusku na niebieskich krzeselkach Nadnarwianki, marznac w paluchy, patrze to na chlopakow jezdzacych na deskorolkach w pobliskim skate parku, to w niebo, i mysle. Zycie przeplata sie dzis ze smiercia. Radosc ze smutkiem. Strach z miloscia. A ja w tym wszystkim odkrywam w sobie niewyczerpane zapasy spokoju. Pracowalem nad nimi swiadomie badz nie przez dlugi czas. Walczylem, odpoczywalem, zagryzalem zeby, zapadalem sie w sobie, upadalem, wstawalem, rozwazalem tysiace opcji, rozkminialem, analizowalem, porownywalem, chialem, nie chialem, zylem bardziej lub mniej. Myslalem o emigracji, ucieczkach, powrotach i przez czaly czas do konca nie wiedzialem co zrobic. Na wiele pytan odpowiedzi dalej nie znam. Ale wiem ze na wiele odpowiedz znajdzie sie sama, lub odnajde ja podczas dalszej podrozy. W twarzach ludzi, ich spojrzeniach, slowach, czynach, decyzjach. W korelacji z moim ja, cala ta otoczka czuje ze dostarczy odpowiedzi. Wiec koncze ten wpis, odpale fajka, postoje chwile patrzac w niebo, wroce do budynku za plecami i posiedze na krzeselku z kawa, lub czekolada z automatu. Z cieplym kubkiem rozgrzewajacym palce ktore coraz bardziej sztywnieja. Poczekam chwile, pozniej sie usmiechne, wsiade w samochod, wroce do domu, zrobie kolacje, odpale film i bede bardzo szczesliwym czlowiekiem. Tak szczerze i po prostu. Tak jak dawno nie bylem. Dokladnie tak jak marzylem. Jednoczesnie na swoj oryginalny sposob inaczej. W miedzyczasie odbiore kilka telefonow, kilka tez wykonam, dam z siebie wszystko co moge by pomoc w organizacji pogrzebu. W tygodniu czeka mnie podroz do Bydgoszczy. Wszystko to z rownoleglym spokojem w duszy, sercu i glowie. Bo czuje wreszcie ze wszystko jest tak jak byc powinno. Bo czuje sie dumnym polakiem i europejczykiem. Bo otaczajaca mnie rzeczywistosc coraz bardziej mnie cieszy. Australia na razie poczeka. W tym roku czekaja mnie stoki, kajaki, opener i clmf, namioty, mazury, fiordy, eurotrip, wiele wspolnych radosci i smutkow, moze alkoholu, tony muzyki, tysiace kilometrow, i w cholere innych wyzwan. Wiec usmiecham sie i odpalam fajka, patrzac w niebo. Wiem co mam robic. Cholernie lubie to uczucie.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

myslenie

Bo ja juz mam czasem wrazenie tracenia czasu na myslenie o tym dlczego, oh, ah, o matko i wtf. Dosc przeszlosci. Czas na przyszlosc. Jak, co, gdzie, kiedy. O to wole zapytac. I to najlepiej w perspektywie dnia jutrzejszego. Przynajmniej chwile sprobujemy tak pozyc. Bez pretensji, zalow, oczekiwan. Z jedynym i prostym celem utrwalenia w sobie na stale usmiechu w jak najwiekszej mozliwej rozpietosci czasowej. A usmiech bywa zarazliwy. Takie postanowienie noworoczne. Smiac sie wiecej. Szczerze i prawdziwie. Ajedyna droga jaka widze to trwac w zgodzie z soba. To takie proste.

autopilota

czas załączyć...na chwilkę