poniedziałek, 5 listopada 2012

riverside

Na hamaku,tyle ze nie w Bangkoku,a na dachu kmerskiego hotelu. Jaszczurki na scianach rozprawiaja sie z wiekszymi robalami. Z mniejszymi rozprawiam sie sam. Z komarami rozprawia sie mugga. Choc jeden skubany sie przedarl. Dengaaaaa:-) Druga puszka (tym razem Angkor) otwarta.Fajek za uchem. Zolta zarowka nademna. Dziewczyny dyskutuja na zewnatrz. Zaklucaja je swierszcze,silniki skuterow i tuktukow,oraz gdzies z pomieszczenia obok labamba. Pociagam lyk,wkladam fajka do ust,rzucam spojrzenie na widok z czwartego pietra na to piekne,spokojne miasto pogrozone w tropikalnym mroku. Przydala by sie sterta ksiazek i trzy miesiace do ich przeczytania w zaulkach kamiennych reliktow starozytnej kultury...moze kiedys. Musze jutro zalatwic wizytowke od jednego goscia...odpalam zapalniczke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz