Wrzucasz sobie zadanie. ..a w zasadzie projekt. Wiesz że łatwo nie będzie ale rozwojowo na pewno. Wiesz że zaboli ale jeszcze tego nie czujesz gdy wrzucasz. Potem zaczyna sie pojawiać pierwszy symptom (równolegle z pierwszym efektem). Wiesz też że to wierzchołek góry lodowej i niedługo dosięgnie Cię ręka niezmiennego prawa przyczynowo-skutkowego. I zastanawiasz się po kiego, grzyba? To jest łatwe do zdiagnozowania rano pod prysznicem, gdy chlapnie się parę browarów wieczorem czytając cudze blogi. Chcesz mieć na drewniany stół w domu. No i to wrodzone poczucie potrzeby doskonałości i bycia najlepszym :) które owszem frustruje sporadycznie ale jest jednocześnie Twoją siłą napędową, o czym zdajesz sobie bardzo dobrze sprawę. Ciekawszym pytaniem jest poszukiwanie wśród tej frustracji czegoś pozytywnego. Bo wracasz do domu po pracy, wiesz że darmo nie siedziałeś, coś zrobiłeś, ale tak jakoś...cholera...coś nie pasuje tu. Jak zawsze mogło by być lepiej, owszem. Ale to nie argument by się uśmiechnąć. Więc pijesz dalej próbując włączyć hard reset. Guzik dawno swoją drogą nie używany (zakurzył się trochę i pordzewiał polewany tylko sporadycznie łyczkiem ballantiesa przy okazji wieczornych spacerów do lodówki). No więc wciskasz go z całej siły jak zawsze zapadając w noc coraz głębiej (mimo że od paru dni organizm krzyczy ciągle spać...mimo iż o 21:00 myślałeś że to będzie ta-godzina-w-ktorej-zasne). No i pod tym samym prysznicem rano, gdy myśli jeszcze kleją się i zwalniają zaczyna Ci się układać. O żeszty! ...pieprzony Parkinson...i żaba. Uświadamiasz sobie że jesz kurna właśnie tę wielką żabę co dziennie, i faktycznie dzieje się magia, bo Parkinson i jego nożyce czasu wpadły w ruch i powycinały te wszystkie mniejsze rechoczące z ciebie france. Yeah! To powoduje uśmiech. Ponowną motywację. ...tym bardziej że zbliża się weekend ;) (tu akurat piernik do wiatraka nic nie ma...dygresja w najczystszej odpryskowej postaci).
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Pozatym pod tym samym prysznicem nazywasz wreszcie siebie po imieniu. Jak jakiegoś demona. Czy to Saurona z Władczy Pierścieni, czy Voldemorta z Harrego (tak byłem z siostrzenicą kiedyś na insygniach śmierci 2 i bardzo mi sie podobało). Czyli tych których-imion-się-nie wymawia. Dzieńdobry jestem Grzegorz, Świadomy Paranoik Garażowo Zdiagnozowany. Dowidzenia...a w zasadzie (dobranoc...sleep well ;)
ps. dzisiejszy dzień sponsoruje równanie Alberta E.
Jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z, gdzie x - praca, y - rozrywki, z - umiejętność trzymania języka za zębami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz