samochodzik leczy sie u mechaników (na szczęście tylko badania okresowe...ale może przestanie wreszcie piszczeć). Dziś wiec przypominam sobie jak to bywało na studiach w autobusach miejskich. Lubię autobusy miejskie. No chyba ze ten o 7:24 przybywa o 7:23. Zapomniałem jak mieszane uczucia wywołuje widok nr linii (w tym wypadku167) z50m od miejsca aktualnego pobytu. A że 50m to niby nie dystans, wszystko wydawało by się ok...gdyby nie to ze stoję na przejściu dla pieszych, a 50m zawiera m.in. dystans dzielący 2x3 pasy ruchliwej grójeckiej. Fucking shit. Mój spokój mnie dziwi. Choć nie aż tak. No bo raz że ze zawsze robię bufory i zakładam, że jak nie zdążę to następnym spóźnię się do pracy tylko max 5min. Pyzatym myślę cały czas o nowej paczce linkow. ..i czymś do picia. A w ogóle to jakiś jestem ostatnio taki wyluzowany J No więc wchodzę do sklepu. Kupuję drożdżówkę, Kubusia, liniki...aaaa, to jeszcze chusteczki poproszę...no i może jeszcze holsa (w nocy mało nie zszedłem z powodu kaszlu....hols może mało tu pomoże ale przynajmniej górnym drogom oddechowym zapewni dodatkową przepustowość...swoją droga gdyby ktoś w nocy schodził na kaszel polecam zjeść trochę miodu...oblepia gardło jak balsam...niestety orofar i tamtumverde leży w pudle zaklejonym taśmą... nie chciało otwierać, ale miód okazał się dobrą alternatywą). No więc kończę zakupy, wychodzę ze sklepu, okablowuje swoje ciało (cza doprowadzić muzykę z lewej ręki do obu uszu wykorzystując rękaw), rozpakowuję drożdżówkę, wbijam w nią zęby i co?... zajeżdża 167 10 min przed czasem...hmmm...znaczy się tamten był mega spóźniony. Ten zresztą też .. hehehe...a ja tam znów się uśmiecham. No bo po co się stresować? Banały bywają bardzo sugestywne. Wszystko się zawsze układa :) Prędzej czy później. Pozostając spokojnym (nie mylić z biernym) obserwatorem swojego życia, z Mokotowa, pozdrawiam. Tak wszystkich spokojnych zrównoważonych tych którzy ciągle szukają, lub chwilowo są w tej ciężkiej sytuacji życia zwaną czarną dupą. Po każdej burzy przychodzi słońce. Słońce też często zachodzi chmurami, które później przemijają. Over and over again
środa, 14 marca 2012
przystanek
samochodzik leczy sie u mechaników (na szczęście tylko badania okresowe...ale może przestanie wreszcie piszczeć). Dziś wiec przypominam sobie jak to bywało na studiach w autobusach miejskich. Lubię autobusy miejskie. No chyba ze ten o 7:24 przybywa o 7:23. Zapomniałem jak mieszane uczucia wywołuje widok nr linii (w tym wypadku167) z50m od miejsca aktualnego pobytu. A że 50m to niby nie dystans, wszystko wydawało by się ok...gdyby nie to ze stoję na przejściu dla pieszych, a 50m zawiera m.in. dystans dzielący 2x3 pasy ruchliwej grójeckiej. Fucking shit. Mój spokój mnie dziwi. Choć nie aż tak. No bo raz że ze zawsze robię bufory i zakładam, że jak nie zdążę to następnym spóźnię się do pracy tylko max 5min. Pyzatym myślę cały czas o nowej paczce linkow. ..i czymś do picia. A w ogóle to jakiś jestem ostatnio taki wyluzowany J No więc wchodzę do sklepu. Kupuję drożdżówkę, Kubusia, liniki...aaaa, to jeszcze chusteczki poproszę...no i może jeszcze holsa (w nocy mało nie zszedłem z powodu kaszlu....hols może mało tu pomoże ale przynajmniej górnym drogom oddechowym zapewni dodatkową przepustowość...swoją droga gdyby ktoś w nocy schodził na kaszel polecam zjeść trochę miodu...oblepia gardło jak balsam...niestety orofar i tamtumverde leży w pudle zaklejonym taśmą... nie chciało otwierać, ale miód okazał się dobrą alternatywą). No więc kończę zakupy, wychodzę ze sklepu, okablowuje swoje ciało (cza doprowadzić muzykę z lewej ręki do obu uszu wykorzystując rękaw), rozpakowuję drożdżówkę, wbijam w nią zęby i co?... zajeżdża 167 10 min przed czasem...hmmm...znaczy się tamten był mega spóźniony. Ten zresztą też .. hehehe...a ja tam znów się uśmiecham. No bo po co się stresować? Banały bywają bardzo sugestywne. Wszystko się zawsze układa :) Prędzej czy później. Pozostając spokojnym (nie mylić z biernym) obserwatorem swojego życia, z Mokotowa, pozdrawiam. Tak wszystkich spokojnych zrównoważonych tych którzy ciągle szukają, lub chwilowo są w tej ciężkiej sytuacji życia zwaną czarną dupą. Po każdej burzy przychodzi słońce. Słońce też często zachodzi chmurami, które później przemijają. Over and over again
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz