sobota, 21 maja 2011

transform

Poranne sobotnie śniadanko - jak trzeba. Jak też trzeba w sobotę rano - wyprawa do pracy: dzień poukładania i planowania. Czas działania. Kwintesencją jednak była 2,5godzinna odnowa biologiczna, albo regeneracja mięśni. Czyli Kafarska siłka nieopodal (coś tam spróbowałem pomachać), basen (spróbowałem się nie utopić zmęczony siłką) i sauna. Generalnie kartę perfidnie wypowiedziałem więc trzeba ja na maxa wykorzystać. Regeneracja jak się patrzy. No i ta myśl po wyjściu. Ty nie masz szkoły. Ja mam puste mieszkanie. Bezsensem jest że nie może do niczego dojść. Ale rozumiem. Co nie oznacza że nie mogę tego na głos powiedzieć. Mogę. Więc mówię. Wariant pośredni: to choć sie spotkajmy na Woodym Alenie. Dobrze jest móc się do kogoś odezwać. Końcówka kulturalna: wiadomości. Otępienie mija - zaczynam bardziej lubić ten stan od otępienia które przecież też tak kocham. Paranoja jakaś. Cieszy oddech lata na plecach. Pierwszy spacer w którym stopy mogły nacieszyć się świeżością dnia na równi ze mną - z OSiRu wybiegłem z butami w rękach. Czas zmian nadchodzi. Czuję to w kościach. Znowu. Czas transformacji. Kolejnych. Yeah! A do tego wszystkiego ten nowy trailer Transformersów. Coś z dziecka na zawsze w facetach zostaje. Oglądnąłem go 3 razy. So, i go change myself. Again…a może: still changing…albo najlepiej: changeling ;]

1 komentarz: