piątek, 19 sierpnia 2011

ballantines

mój najlepszy przyjaciel. Ogólnie jest OK. Tylko czego czegoś brak. Odpowiedzi na pytanie. Pytania. Różne pytania. Tak, trzeba się czymś zająć bo dumanie aktualnie w niczym nie pomoże. Choć czuje jak się zbliża kolejna fala i moment w którym trzeba będzie się zatrzymać i poważnie zastanowić czy to właściwa dżungla. Ale jeszcze nie. Chyba puki co wolę wrócić do tępego parcia do przodu. Daje to nadzieję na utrzymanie stabilizacji pewnych wartości których jednak (przyznam się szczerze) boję się poddawać próbie. Bo cóż będzie jak potwierdzi się reguła panta rei ...wsztko można zmienić, zakłócić ...lub przypadkiem zniszczyć i pogrzebać. A co jak potem nie będzie powrotu? Głupota bo przecież świadomość i pamięć ciągle przypomina że każda zmiana jest dobra (choć konsekwęcje bywają różne i nie za łatwe ;) Jednak to nie o strach przed konsekwencjami chyba tu chodzi. Bardziej o strach przed utraceniem czegoś raz na zawsze...i żal za tym. Zresztą właśnie między innymi w to nie chce mi się teraz wnikać. Chce mi się tępo pędzić przez miasto w dźwięku szaleńczego rocka lub wiatru (co po uprzedniej wyprawie do kuchni jest już nierealne). Chce mi się spać a jednak jak (o z grozo to już tydzień temu??!!) nosi mnie jak zwykle. Ponieważ rozsądek (w tym wypadku słuszny) powstrzymał mnie przed wyprawą w Małopolskę wprost w otchłań mokrego szaleństwa i wietrznego gniewu niebios, pozostaje mi wyprawa do kuchni. Druga. Drugi głęboki łyk. A potem wczesny sen. A jutro nowy dzień. Nowa szansa. Nowe zadania. Nowa przygoda. Czas działania bo rdzewieje. Lecz wpierw trzeba się naoliwić. Podczas snu się rozejdzie. A brzmiące wspomnienia 3 doors down brzmią tak jak brzmienia nadchodzącego FooFighters kuszą by jednak opóźnić sen i ...pomyśleć tak nad przysłowiem "do 3 razy sztuka", kolejnym spacerem i pobliską stacją benzynową. Od czego jednak silna wola i racjonalizm. A lista tytułów na żółtych karteczkach do zgrania na nową płytę sukcesywnie się powiększa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz