poniedziałek, 22 sierpnia 2011

koktajl

przeciagniety po krakowskiej misji, jedzie czlowiek caly poniedzialek na autopilocie. pamieta o zakupach i karteczce ktora przed wyjazdem spisawszy schowal dzis rano na prawym posladku. pamieta choc czasem gubi watek. raz na swiatlach skrecajac do domu (autopilot bezzakupowy byl silniejszy). po 5min w kolejce, gdy juz idzie pod wskazana przez wyswietlacz kase z nr 32 patrzy w koszyk i nawet juz nie ma sily rak zalamac: nie zwazyl owocow. fuck. no i dawaj znowu na srodek sklepu. ostatecznie uszczesliwione (taki teatr conie) wraca do domu z jedna mysla: przetestowac nowiutki blender. oj tak. masakrowanie owocow. z  mlekiem wkreca. podobnie jak jajecznica. nigdy nie da sie powtorzyc tego samego smaku gdy uwolni sie odrobine kreatywnosci w czlowieku. ..no coz, dzis uwolnilem jej spory poklad dodajac do miksu nektarynkowo-pomaranczowo-jablkowo-bananowego odrobine smietany,pol litra mleka, szczypte lodow cytrynowych grycana (szlag gdzies trafil lod w kostkach...wspolokatorzy nie chca sie przyznac ale te dwie pizze zajmuja dokladnie miejsce gdzie ostatnio widzialem lod). aaaa, no i cukier. duzo cukru...szczegolnie gdy dolalem tak na oko z stopiedziesiatke sobieskiego pod koniec (dobre bylo, ale czegos mi tam brakowalo)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz