środa, 31 sierpnia 2011

ostatni

ostatni dzien wakacji. jutro szkola :) zycia. po raz kolejny nadchodzi moment w ktorym narastajace postanowienie wziecia sie za siebie i pojscia dalej, po kolejnych stopniach, ma szanse sie urzeczywistnic. fun fun fun. choc bedzie bolalo. ale wspomnienie nagrody ktora po takim spacerze sie dostaje jest warte swieczki. coraz mniej musze sie w tym przekonywac, a coraz bardziej staje sie to moje. wszystko mozna osiagnac pytanie tylko co jest sie w stanie poswiecic mowia. hmmm. dobrze gdy przed tym idzie swiadomosc czego sie chce. z tym moze byc wbrew pozorom czasem problem :) bo i tyle tego jest... ale powoli. pocieszajace jest to ze to dziala. tak jak i to ze pewne pragnienia i cele mozna zawiesic i nauczyc sie nimi zarzadzac. w sobie samym. niezmienna i trwale potwierdzana teoria przetestowana w praktyce o ktorej zdarza sie tworcy zapominac. tak wiec ostatni dzien wakacji. teraz trzeba sie spiac w sobie i rozpoczac przygotowania do sezonu :) next stop stok. ...no moze po drodze pare przystankow. ale co bym nie mowil lato bylo ok. ponoc deszczowe. jakos nie pamietam. pamietam jazdy do pracy na rowerze, zeglowanie, mazury, dom, koniec swiata, zegrze, bydgoszcz, motor, warszawe noca, grilowanie pod wieliczka, pare ciekawych imprez, widok na wawe z dachu dziesieciopietrowca, spacer z pomnika PW podczas ulewy, obwodnice skarzyska, nocne zakrety przed piszem, wypad z pod wierzy do mc'a (byl przywoity), muzyke,  nadmiar szlugow i w miare przyzwoita stabilizacje. plus tysiace innych drobiazgow. choc przynam ze czas faktycznie zaiwania straszliwie. coz. siadamy na te chabete i jedziemy dalej. ciagle do przodu. ale nie dzis. dzis jest ostatni dzien wakacji. dlatego posiedze sobie jeszcze chwile na tym parapecie. moze do kogos zadzwonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz