poniedziałek, 27 lutego 2012

Magix


podobno Michaelowi Jordanowi wystarczyło 3 do 4 godzin snu. Miał w sobie ponoć tyle energii, że po wygranym meczu szedł jeszcze na pole golfowe zaliczyć 18dolkow. Na którejś olimpiadzie, po meczu całą noc grali z Migic Johnsonem w karty, a na drugi dzień rzucił 40pkt. Tak rodzi się legenda :)

Co się stało z tym weekendem Oskarowym. Odbijając rano kartę jak Fred Flinston w kamieniołomie, przypomniałem sobie jak przed sekundą mijałem w tej samej bramie szefa. To był piątek po południu z towarzyszem Wielkim Uśmiechem i projektorem w ręce. Dziś prawe oko już zdążyło zarejestrować na prawym ekranie kilka powiadomień mailowych, które po otworzeniu pochłoną mnie w sumie na parę godzin. W sumie lubię swoją pracę ale dziś nie tu chciałbym być. Dziś chciałbym spacerować po lesie. Explorować nowe przestrzenie. Lub być na gali oscarowej. Choć tu nie ma presji. LA kiedyś odwiedzę, a okazuje się że home made enemef też może być. Na wszystko przyjdzie pora.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz