Czy ja muszę wiedzieć czego chce? Czy może wystarczy wiedza o tym czego nie chce?
Wiedza czego się chce jest jak spacer do wcześniej ustalonego celu. Jednego znanego i świadomego. Z góry ustalonego. I to jest dobre. Z świadomym pominięciem że inne rzeczy pominiemy i założeniem że znamy siebie na tyle że wiemy co dla nas dobre (wiemy?, na pewno?)
Brak wiedzy czego się chce, może przypominać błądzenie. Ale ilu rzeczy można się pod drodze nauczyć. Ile miejsc, o których istnieniu nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy zwiedzić. Ilu ludzi napotkać. Mam wrażenie że ta droga może przynieść ciekawsze efekty, inspiracje, rozwój. Zagrożenie jest takie że można się zgubić.
Więc istnieje droga środka. Mix powyższych. Świadomy cel, z świadomym określeniem kilku pośrednich etapów zagubienia w czasoprzestrzeni. A nuż coś odnajdziemy w tym dobrego dla siebie. Albo przynajmniej dostaniemy po dupie i naprostujemy się że wcześniej obrany cel jest dobrym celem.
Takie myśli z rana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz