W oparach absurdu po 7mym browarze (3 zgubilem wiec liczy sie za 4 choc ostatnie jeszcze w 3/4-ych). Belchatow AD 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza sciany (impreza somsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralnosc, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafil, a ja znajduje sie w tej misji. Tworze swoja wlasna rzeczywistosc. Dokladniee tu w koncie na krzeselku z browarem na stole i muzyka w tle. Rozpieram sie na krzeselku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na somsiednim...przerwa...ktos zaatakowal rozmowa. Szef. Na rowni wyjebane ma na wszystko (sorry, pewne standardy i zachowania) jak ja. Lubie swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy sie (lub nie) w kontekscie i formie oraz dazeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia slubna, zdjecia dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujace rozterki ze ja ja chce ale ona uwarza mnie za wiesniaka ale robimy slub na wakacjach. Swietlana przyszlosc. Ale znalem kiedys kogos kto zalozyl sie z swoja zona ze moj uwczesny zwiazek nie przetrwa. Kurestwo. Albo swiatle i wyprzedzajace mnie spojrzenie w przyslosc. Zaslepienie obrazowane prze obcych wkurwia, tym bardziej ze sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumiec i pod koniec nie wiesz juz czy bardziej wkurwia cie swoja glupota czy prawda. Zygac sie chce. Kolega ktory podbija ze ma dla mnie towar...neeee, ja mam dziewczyne :) Ale i tak zaraz pojede poruszac nozka. A co. Na przekor i na pochybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktos lubi ruszac nozka, bo mam wyjebane. Choc okazuje sie nie na wszystko. Sa wartosci. Jest..kurwa. wlasie przyszed Pawel, i podwazyl moja teoria na temat indywidulnosci mojego bloga. Jebancuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakrze bede musial wejsc z nim w polemike, standardowo przekonujac...sorry, obrazujac, swoj punkt widzenia. Ja mam dac wyslij, a on poszed po sok, jak wroci....wbijam na parkiet po uprzednim oproznieniu kufla....too beee continued
...gdzies po drugiej...
Nie potanczylem, za to przeprowadzilem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku po myslow na przyszlosc i rozwoj. I juz nie wiem co mnie bardziej wkreca.... Przyszedl kolega z dawnych lat z browarem i historia swojej coreczki...pogadamy...ale go nosi...wiec moze jednak parkiet?
...trzecia piedziesiat dziewiec....
Kolega obija sie o kabine prysznicowa. Ja wspominam na swiezo dyskusje z obcym menadrzerem pod ktorym bym w zyciu nie chcial byc. Po interwencji w windzie, kiedy to lysy staral sie obrazic kolege z pracy wyzywajac go od piekarzy, spotkalem lysego chwile pozniej w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na polske i wrogow z zachodu i wschodu dolalo oliwy do ognia ktory zaplonal na zewnatrz odpalajc mojego fajka. Wiedzialem na pierwszy rzut oka co mam przed soba ale jego slowa dopelnily czary. Bagatelizowanie roli liniowych pracownikow, swiadomych swojej roli przyczyniajacej sie do wzrostu ogolnego dobrobytu gospodarczego potwierdzilo przypuszczenia. Spojrzenie managera, ktory kalkuluje ze jego pracownicy maja pracowac dla jego rodziny jest slabe. Owszem realene. I przytaknalem jebancuchowi na to kilka razy. Bo wiem jak jest. Ale brak zrozumienia dla argumentu wyzszosci swiadomych swojej roli w tym calym lancuchu pracownikow, w kontekscie dazenia do celu jakim jest solidarny i swiadomy rozwoj spoleczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracajacych uwage od klopotliwego watku, uwolnilo poklady emocji ktore zmobilizowaly brac do objecia patronatu nad akcjia. Potrzeby nie bylo, choc milo jest poczuc poparcie. Wszak jestem dyplomata. Choc mialem ochote pojsc na noze, przyznam (jeszcze duuzo musze sie nauczyc). Wiele czynnikow wplynelo na agresje, chocby fakt stwierdzenia ze moj umysl jest przesaczany medialna papka (choc od 4lat nie mam tv, starajac sie szukac roznych zrodel informacji i wybierajac droge srodka ktora jest zbierzna z moim ja-osadem. Nie nawidze hipokrytow ktorzy mowia ze sluchaja majac calkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale lysy juz spi. Mi pozostaja nowe doswiadczenia. Wiele bo dyskusja byla dluga. Szkoda nudzic. Wiec machnalem reka, widzac nierefermowalny pion jakiejs organizacji, i kierujac sie w strone pobratymcow, ktorzy tez nawet nie dotkneli sedna sprawy, ale byli solidarni. Juz widze jak zespol lysego staje za nim murem :) taaa. Potwierdzam rodzace sie przekonanie ze nie z wszystkimi musze sie lubic (i zgadzac), oraz to ze pewne pokolenie musi zniknac by mozna bylo zrobic skok cywilizacyjny. Choc nie umniejszam roli strego-lysego. Zyjemy w czasach w ktorych organizacje potrzebuja chui. Zastanawia mnie pytanie czy faktycznie nasze czlowieczenstwo moze ewoluowac do formy optymalnej. Czy moze zawsze takie sytuacjie beda mialy miejsce. Historia pokazuje ze mam sie czego obawiac. W kazdym razie, impreza dobiegla konca. Przed podnaszacym cisnienie lysym byl "good fealing" ktory wytoczyl na parkiet lawine mojej energii. Na cale 4min. Pozatym kolega odkryl dwie rzeczy: a) ze jest jeszcze w grze i potrafi wyrywac panienki b) jest nudysta. I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmialo: a) bylem grzeczny (bo chcialem...podoba mi sie to uczucie:) b) ciagle lubie kolege...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przeblyskach czlowieczenstwa, stwierdzi (poobijany przez kabine prysznicowa) ze jednak musi przemyslec swoja pozycje. G! Sie odmeldowuje. Czas spac. Za 3,5h czas wstac na basen. Taaaa.
(awarenessesstreamByG)
W oparach absurdu po siódmym browarze (trzy zgubiłem, wiec liczy się za cztery, choć ostatnie jeszcze w trzech-czwartych).
Bełchatów Anno Domini 2012. Firma. Podsumowanie roku. Party Rocket LMFAO zza ściany (impreza sąsiednia pionu operacyjnego PGE ...kurwa, lachonarium!). Strategie, plany, HR, PR, filozofia, moralność, optymalizacja, cele, szlag wszystko trafił, a ja znajduje się w tej misji. Tworzę swoją własną rzeczywistość. Dokładnie tu, w koncie na krzesełku, z browarem na stole i muzyką w tle. Rozpieram się na krzesełku z nogami podkulonymi w wygodnej pozycji na sąsiednim.
Przerwa.
Ktoś zaatakował rozmową.
Szef. Na równi wyjebane ma na wszystko jak ja. Lubię swojego szefa. Tak po prostu zgadzamy się (lub nie) w kontekście i formie oraz dążeniu. Rozmowy przy stoliku. Jaka suknia ślubna, zdjęcia, dzieci, biznes, wyjebane ma niewielu. Emanujące rozterki, że ja ją chcę ale ona uważa mnie za wieśniaka, ale robimy ślub na wakacjach. Świetlana przyszłość. Znałem kiedyś kogoś, kto założył się z swoją żoną, że mój ówczesny związek nie przetrwa. Kurestwo. Albo światłe i wyprzedzające mnie spojrzenie w przyszłość. Zaślepienie obrazowane przez obcych wkurwia, tym bardziej, że sam do niego dorastasz, zaczynasz rozumieć i pod koniec nie wiesz już czy bardziej wkurwia cię swoja głupota czy prawda. Rzygać się chce.
Kolega podbija, że ma dla mnie towar, neeee, ja mam dziewczynę :) Ale i tak zaraz pójdę poruszać nóżką. A co. Na przekór i na pohybel. Bo popieprzona muzyka, bo ktoś lubi ruszać nóżka, bo mam wyjebane. Choć okazuje się, że nie na wszystko. Są wartości. Jest... kurwa... właśnie przyszedł Paweł i podważył moją teorię na temat indywidualności mojego bloga. Jebańcuch jest fajny, bo rozkminia rzeczy spoza schematu. Jednakże będę musiał wejść z nim w polemikę, standardowo przekonując, nie, raczej obrazując, swój punkt widzenia.
Ja mam dać WYŚLIJ, a on poszedł po sok, jak wróci, wbijam na parkiet, po uprzednim opróżnieniu kufla.
Too beee continued …
02:00
Nie potańczyłem, za to przeprowadziłem kilka konstruktywnych dyskusji na temat foresightu i kilku pomysłów na przyszłość i rozwój. I już sam nie wiem, co mnie bardziej wkręca.
Przyszedł kolega z dawnych lat z browarem i historią swojej córeczki. Pogadamy. Ale jego nosi, więc może jednak parkiet?
03:59
Kolega obija się o kabinę prysznicową. Ja wspominam na świeżo dyskusję z obcym menadżerem, pod którym w życiu nie chciałbym być. Po interwencji w windzie, kiedy to Łysy starał się obrazić kolegę z pracy, wyzywając go od piekarzy, spotkałem Łysego chwilę później w holu. Nacjonalistyczne spojrzenie na Polskę i wrogów z zachodu i wschodu dolało oliwy do ognia, który zapłonął na zewnątrz, odpalając mojego fajka. Wiedziałem na pierwszy rzut oka, z kim mam do czynienia ale jego słowa dopełniły czary. Bagatelizowanie znaczenia liniowych pracowników, świadomych swojej roli przyczyniającej się do wzrostu ogólnego dobrobytu gospodarczego, potwierdziło przypuszczenia. Spojrzenie menadżera, który kalkuluje, że jego pracownicy mają pracować dla jego rodziny, jest słabe. Owszem, realne i przytaknąłem jebańcuchowi na to kilka razy, bo wiem jak jest, ale brak zrozumienia dla argumentu wyższości świadomych swojej roli w tym całym łańcuchu pracowników, w kontekście dążenia do celu, jakim jest solidarny i świadomy rozwój społeczny, oraz zarzucanym mi braku zrozumienia i tandetnych trikach odwracających uwagę od kłopotliwego wątku, uwolniło pokłady emocji, które zmobilizowały Brać do objęcia patronatu nad akcją. Potrzeby nie było, choć milo jest poczuć poparcie. Wszak jestem dyplomatą. Choć miałem ochotę pójść na noże przyznam (jeszcze dużo muszę się nauczyć). Wiele czynników wpłynęło na agresje, choćby stwierdzenie, że mój umysł jest przesiąknięty medialną papką (choć od czterech lat nie mam tv, staram się szukać różnych źródeł informacji i wybieram drogę środka, która jest zbieżna z moim ja-osądem). Nienawidzę hipokrytów, którzy mówią, że słuchają, mając całkowity brak zrozumienia dla potrzeby parafrazy. Ale Łysy już śpi. Mi pozostają nowe doświadczenia. Wiele, bo dyskusja była długa. Szkoda nudzić. Więc machnąłem ręką, widząc niereformowalny pion jakiejś organizacji i kierując się w stronę pobratymców, którzy też nawet nie dotknęli sedna sprawy, ale byli solidarni. Już widzę jak zespól Łysego staje za nim murem :) taaa.
Potwierdzam rodzące się przekonanie, że nie ze wszystkimi muszę się lubić (i zgadzać), oraz to, że pewne pokolenie musi zniknąć, by można było zrobić skok cywilizacyjny. Choć nie umniejszam roli starego-Łysego. Żyjemy w czasach, w których organizacje potrzebują skurwysynów.
Zastanawia mnie czy faktycznie nasze człowieczeństwo może ewoluować do formy optymalnej. Czy może zawsze takie sytuacje będą miały miejsce. Historia pokazuje, że mam się czego obawiać. W każdym razie impreza dobiegła końca. Przed podnoszącym ciśnienie Łysym był "good fealing", który wytoczył na parkiet lawinę mojej energii. Na cale cztery minuty. Poza tym kolega odkrył dwie rzeczy:
a) że jest jeszcze w grze i potrafi wyrywać panienki
b) jest nudystą.
I jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało:
a) bylem grzeczny (bo chciałem...podoba mi się to uczucie:)
b) ciągle lubię kolegę...a nawet bardziej, po tym jak w swoich przebłyskach człowieczeństwa, stwierdzi (poobijany przez kabinę prysznicową), że jednak musi przemyśleć swoją pozycję.
G! się odmeldowuje. Czas spać. Za 3,5h czas wstać na basen. Taaaa.
(CorByC)
Omójborze, moje oczy, moje zęby.
OdpowiedzUsuńI to byłby, kurwa, zajebisty post, gdyby nie przecinki, ogonki, składnia, ortografia i akapity oraz czarne tło, umęczyłam się nieco ale warto było (choć mogło być przyjemnie!).
A jak już będzie przyjemnie wtedy komcie będą merytoryczne, póki co - zjeb :P przeprszm
A ja się chciałem zapytać, dlaczego boczny górny panel pyta się mnie, czy jestem już członkiem? Bardzo przepraszam, czy mam to traktować jako próbę obrażenia? ;)
OdpowiedzUsuńO rany, to gorsze niż Ulisses.
OdpowiedzUsuńKocie, mnie za to informuje "Brak członków". Coś w tym musi być, ale czuję się zaniepokojona...
Ja pierrrdziu, co za myślotok! Był taki postulat kiedyś - piłeś, nie pisz ;)
OdpowiedzUsuńZjadłam słodkie, umysł mi się wyluzował, nic z tego nie kumam.